wtorek, 31 grudnia 2013

Stylizacje na sylwestra

Na wielu  blogach, do tej pory miałam okazję podziwiać stworzone przez Was stylizacje. Postanowiłam wówczas również i ja pójść  w Wasze ślady i zamieścić własne propozycje. Zdaję sobie sprawę, że każda z nas jest inna, lubi inne rzeczy i w różnych zestawach czuje się dobrze. Pojawiły się więc zestawy z sukienką, spódnicą oraz spodniami. Jak przystało na ten jeden dzień w roku nie zabrakło ubrań z połyskiem. Choć nic nie stoi na przeszkodzie by nosić takie rzeczy na co dzień, to uważam że akurat w Sylwestra można sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa. 
Ten dzień, każda z nas spędza inaczej. Na domówkach, wielkich balach, w dyskotekach, w plenerze. Moje zestawy zawierają to, co mnie najbardziej przypadło do gustu i po co sama chętnie bym sięgnęła z myślą o imprezie sylwestrowej. Mam nadzieję, że będą one dla Was swoistą inspiracją. Tymczasem zapraszam do obejrzenia moich propozycji i zachęcam do wyrażenia swojej opinii na ich temat, być może jest w nich coś co Wam również się spodobało - podobnie jak i mnie.


I zestaw - gdzie główną rolę gra sukienka
W przypadku tego zestawu pierwsze skrzypce gra czarna sukienka z odrobiną tiulu, do tego szare lśniące dodatki w postaci biżuterii, torebki oraz butów. Nieodzownym dopełnieniem tej propozycji jest dla mnie intensywnie czerwony lakier do paznokci i szminka.
II zestaw - ze spódnicą
Tym razem zestaw jest nieco bardziej stonowany: czarna bluzka z tiulową górą, żakiet, torebka oraz buty. Dominującym elementem tej propozycji jest  jedynie lśniąca, różowa spódniczka. Dopełnieniem całości podobnie jak w poprzedniej propozycji jest krwisto- czerwona szminka oraz lakier.
III i IV zestaw - ze spodniami
Zestaw ten, to jeden z moich ulubionych. Powstał w oparciu o ubrania w barwie, którą lubię najbardziej czyli w czerni. Pojawiło się połączenie tkaniny ze skórą w postaci żakietu. Nie zabrakło również skórzanych spodni i bluzki z baskinką. Biżuteria stanowi dyskretny dodatek. Pojawia się bowiem w postaci kolczyków- wkrętów i bransoletki. Do tego oczywiście botki i niewielka torebka.

Ostatni zestaw to połączenie czerni ze złotem. Czarna koszula, złote spodnie oraz skórzana kurtka ze złotymi dżetami. Do tego czarno -złoty pasek Diesel, bransoletka i botki ze złotymi noskami.
I jak Wam się podobają moje propozycje?
Przypadły Wam do gustu?

piątek, 27 grudnia 2013

Połączenie przyjemnego z pożytecznym

Co, prawda rok zbliża się nam ku końcowi i nie jest to jeszcze pora na noworoczne postanowienia - ale mimo to postanowiłam ostro wziąć się za siebie i udowodnić przede wszystkim sobie, że można. Otóż od jakiegoś czasu zaczęłam 6W. Jest to już moje ( nazwijmy to ) spotkanie z tym oto zestawem ćwiczeń. Pochwalę się w tym momencie, że udało mi się wytrwać dwa razy do końca. Stwierdziłam jednak, że efekty nie do końca mnie satysfakcjonują - dlatego też postanowiłam odrobinę zrewolucjonizować mój zestaw ćwiczeń. Choć zależy mi by główny nacisk ćwiczenia wywierały na brzuch - to tak prawdę powiedziawszy jestem wobec siebie bardzo krytyczna i najchętniej wyszczupliłabym jeszcze biodra, uda i generalnie nogi. 
Początkowo koncentrowałam się na ćwiczeniach proponowanych przez Ewę Chodakowską. Ostatecznie jednak postanowiłam ćwiczyć z Mel B. Dzisiaj było już nasze drugie spotkanie i przyznam szczerze, że fajnie tak się odrobinkę poruszać. Zwłaszcza, że ruch ma tak dobroczynny wpływ na samopoczucie i nastrój ( pod czym się podpisuję obiema rękami). 
Wybrałam sobie na początek dwa 10 minutowe programy. Oba mają za zadanie wyrzeźbić mięśnie brzucha. Przyznam Wam ze bardzo przypadły mi do gustu i na sama myśl o ćwiczeniach już mi się usta cieszą. Z systematycznością u mnie raczej nie ma problemu, bo jeśli nie wykonam zaplanowanego zestawu to cały czas żyję z przeświadczeniem o niespełnionym obowiązku. Pierwszy program nosi nazwę Totally Fit i skierowany jest do osób zarówno zaczynających ćwiczyć jak i tych bardziej zaawansowanych, które chcą zgubić zbędne kilogramy, pozbyć się tłuszczu, ujędrnić oraz wysmuklić sylwetkę.




Kolejny zestaw ćwiczeń, na który ja się zdecydowałam nosi nazwę abs. Trening ten jest bardzo rozbudowanym treningiem mięśni brzucha, który przez wielu porównywany jest do A6W (tzw. "szóstki Weidera"). Choć w przypadku A6W, każdy wykonuje ćwiczenia w dokładnie ten sam sposób, w przypadku treningu ABS istnieje podział na część na początkujących i zaawansowanych. 




Zdaniem autorów treningu ABS  z Uniwersytetu Stanforda, każda osoba podejmująca się ćwiczeń widzi pierwsze efekty już po 2 tygodniach od pierwszego treningu. Sekretem ABS jest bowiem wzajemne oddziaływanie na siebie kolejno wykonywanych ćwiczeń, a nie liczba powtórzeń, czy częstotliwość wykonywania. Każde ćwiczenie angażuje bowiem do pracy kilka partii mięśni jednocześnie.


Trening ten w całości zajmuje niecałe 10 minut. Autorzy zapewniają, że  wystarczy ćwiczyć 4 razy w tygodniu. Zwracają uwagę, że trening ten jest kilkupoziomowy, dzięki czemu przez cały okres wykonywania ćwiczeń będą one dla nas prawdziwym wyzwaniem. A  organizm z pewnością nie zdąży przyzwyczaić się do jednostajnego obciążenia mięśni brzucha.

Tak więc, pełna optymizmu zaczynam  moją przygodę z treningami Mel B.  Jestem nimi wręcz zachwycona i przekonana, że łatwo się nie zniechęcę a wręcz przeciwnie. 
Dzisiaj również  zrobię  zdjęcie mojego brzucha, by po upływie dwóch tygodni móc zademonstrować Wam rezultaty. 
Jednocześnie Was również zapraszam do ćwiczeń. To naprawdę świetna sprawa. 


A Wy znacie treningi Mel B? Przyniosły Wam rezultaty? Jesteście zadowolone?

Grudniowa wishlista

Grudzień, co prawda ma się ku końcowi - jest to więc ostatni dzwonek by zamieścić posta z grudniową wishlistą. Do tej pory wpisy tego typu  pojawiały się dość systematycznie, toteż tym razem musi stać się podobnie. Miesiąc ten obfituje w mnóstwo okazji do obdarowywania się upominkami. Nic więc dziwnego, że po dawce świątecznych upominków pojawia się ochota na coś więcej. Jak to mawiają - " apetyt rośnie w miarę jedzenia".


Pierwszą pozycję na mojej liście zajmuje Ipad marki Apple. Odkąd go zobaczyłam zakochałam się bez pamięci. Do tej pory niestrudzenie służył mi mój laptop Acer Aspire 7741G, jednak dość kłopotliwe jest przemieszczanie się z nim, zwłaszcza że odrobinkę waży. Teraz  nie wyobrażam sobie, by nie być w posiadaniu Ipada, który jest lekki i ułatwia dostęp do sieci niemal w każdym miejscu. Ogromnym plusem tego urządzenia według mnie jest możliwość dyskretnego przenoszenia go w torbie, komfort rozmów na skypie nawet w kawiarni czy surfowania w sieci.

Kolejne urządzenie (2) to moje najnowsze odkrycie. Do tej pory punktem numer 1 był wspomniany ipad. Teraz ewentualnie jego miejsce jestem skłonna zastąpić Tabletem Yoga marki Lenovo. Urządzenie to wyposażone jest w niezwykle istotne dla mnie funkcje, na które zwróciłam uwagę przy okazji czytania recenzji. Otóż moje drogie, tablet ów został zaprojektowany tak by gwarantował użytkownikowi komfort i wygodę. Wszystko to za sprawą odpowiednio wyważonej komory na baterię i chowanej podstawki, które to pozwalają na pracę w trzech komfortowych trybach: "trzymaj w dłoni", "połóż" i "postaw". Pierwszy z nich sprawia, że czytanie czy przeglądanie internetu staje się bardziej komfortowe. Tryb " Połóż" - przystosowuje urządzenie do pisania i gier. Natomiast ostatni - "Postaw" pozwala cieszyć się filmami, muzyką i wideokonferencjami.

Gadżet, który oznaczyłam numerem (3) to na mojej liście artykuł pierwszej potrzeby. Do tej pory sięgałam po środki chemiczne do depilacji typu kremy, maszynki i pianki. Tym razem postanowiłam sięgnąć po nieco inną metodę. Toteż zdecydowałam się na kupno depilatora. Wybór padł na ten marki Philips. Depilator Satinelle, jak informuje producent jest szybki i delikatny. Zapewnia długotrwałą gładkość, która utrzymuje się nawet do 4 tygodni. W zestawie znajdują się 3 akcesoria oraz mała szczoteczka do czyszczenia.

Pozycja nr 4 to spodnie - jeansy marki Cross. Ich zakup jest podyktowany faktem iż zaczęłam cierpieć na deficyt nowych jeansów. Od nadmiaru głowa nie boli. Spodnie przeważnie kupuję w przedziale cenowym do ok. 200 zł. Wybieram na ogół te marki Cross lub No More. Do tej pory sięgałam również po inne. Ostatnio właśnie te przypadły mi do gustu. Tym razem postanowiłam wybrać model w nieco ciemniejszym kolorze, z zapięciem na dwa guziki oraz suwak i kilkoma kieszeniami.

Ostatnie miejsce zajmuje na mojej liście czarna torebka. Ta jest marki Reserved. I właśnie ten model spodobał mi się podczas ostatniej wizyty w sklepie. Cenię sobie takie torebki, które nie są małe a wręcz przeciwnie. Uwielbiam, kiedy są one pojemne i mieszczą wszystkie najpotrzebniejsze gadżety. A ta właśnie na taka mi wygląda. 

A Wy macie swoją wishlistę? Co zagościło u Was tym razem? No i oczywiście - jak podoba Wam się moja lista?





środa, 25 grudnia 2013

Pielęgnacja dłoni i paznokci

Dzisiejszy post nieco różnić się będzie od tych, które pojawiały się w ostatnim czasie. Nie będzie to jednak, żadna innowacja a jedynie aktualizacja - w której opowiem Wam nieco więcej o pielęgnacji paznokci. Malowanie płytki dla wielu z nas jest świetną zabawą. Z czasem jednak kiedy przychodzi pora na zmycie lakieru pojawiają się kłopoty. Paznokcie są sine lub w odcieniu żółci i bez połysku. A skóra dłoni szorstka i nieprzyjemna w dotyku. Właściwie wykonany manicure zapewnia piękne i zadbane dłonie, bez przebarwień. Należy jednak pamiętać o kilku istotnych zasadach. Przy stosowaniu ciemnych lakierów bardzo ważne jest również sięgnięcie po bazę, która nie tylko chroni przed zżółknięciem ale stanowi także idealne podłoże pod lakier. Kiedy jednak zdarzy nam się zapomnieć o odpowiednim zabezpieczeniu płytki paznokcia, doskonałym rozwiązaniem jest użycie wybielającego zmywacza do paznokci. Pozwoli on wyrównać koloryt, przywrócić naturalny wygląd i wzmocnić dzięki zawartości gliceryny i wit. E. 
***
W pielęgnacji paznokci istotną rolę odgrywa również odpowiedni dobór pilników. Choć nie wszystkie z nas zdają sobie z tego sprawę. Najlepiej sprawdzają się trwałe pilniczki szklane i papierowe o gradacji powyżej 180 ( czyli średnioziarniste). Ważny jest także sposób w jaki piłujemy płytkę. Wiele z nas nie zastanawiając się piłuje we wszystkie strony, podczas gdy wskazane jest by to robić tylko w jednym kierunku - by uniknąć rozdwajania. W momencie, gdy wszystkie paznokcie mają taki sam kształt i długość, śmiało można sięgnąć po peeling. Usunie on martwy naskórek, nawilży natłuści. Wówczas jest to odpowiednia chwila by sięgnąć po odżywkę do paznokci, lakier i nabłyszczacz. Warto również pod koniec pielęgnacji zastosować oliwkę nawilżającą na skórki. Dobrze również zastosować krem regenerujący, który w połączeniu z rękawiczkami zregeneruje skórę. 
***


Teraz, kiedy podstawy pielęgnacji paznokci mamy za sobą chciałabym podzielić się z Wami czymś innym jednak, cały czas pozostając w kwestii paznokci. 

Jakiś czas temu sama cierpiałam na rozdwajające się i łamliwe paznokcie. Korzystając z opinii wielu blogerek sięgałam po coraz to nowe odżywki do paznokci. Ostatecznie jednak zdecydowałam się na wizytę w salonie kosmetycznym, gdzie skorzystałam z zabiegu o nazwie manicure japoński. 
Zabieg już po pierwszym razie, przyniósł widoczne rezultaty. Paznokcie stały się znacznie mocniejsze, twardsze i odporne na uszkodzenia. 

Tym z Was, które nie spotkały się jeszcze z tego rodzaju zabiegiem pokrótce przybliżę temat. 
Zabieg trwa ok. 30 minut. Jego koszt waha się w granicach 40-60 zł. Zaleca się by go stosować w odstępach ok. 2 tygodniowych. 
Zabieg składa się z kilku etapów. 
  1. Usunięcie przy pomocy kopytka wystających skórek (jeśli to konieczne).
  2. Zmatowienie płytki paznokcia w celu usunięcia warstwy tłuszczu zalegającej na paznokciu.
  3. Nałożenie i wmasowanie w paznokieć pasty bogatej w witaminy.
  4. Wmasowanie w paznokieć specjalnego pudru.
Wszystkich tych którzy chcieli by znaleźć więcej informacji na ten temat zapraszam do odwiedzenia stron internetowych poświęconych tej oto tematyce. 

Oczywiście zabieg można również wykonać w domowym zaciszu. Zestawy do japońskiego manicure dostępne są w sieci i bez problemu można się w nie zaopatrzyć. Do tej pory sama rozważałam możliwość kupno, jednak im dłużej się nad tym zastanawiam to pojawia się coraz więcej wątpliwości. Choćby - czy wykonam zabieg właściwie? Czy nie narażę swoich paznokci na uszkodzenie? czy będzie ten zabieg miał właściwości naprawcze czy też je osłabi?



Podczas gdy przez głowę kołacze się taki nawał myśli - chyba zrezygnuję z kupna swojego zestawu i po prostu co jakiś czas tak jak do tej pory odwiedzę panią kosmetyczkę. 

A Wy jakie macie zdanie na temat manicure japońskiego? Stosowałyście go kiedykolwiek? A może macie zestaw w domu? 

wtorek, 24 grudnia 2013

niedziela, 22 grudnia 2013

Stylizacje w świątecznym klimacie

Na wielu Waszych blogach spotkałam się z ciekawymi propozycjami stylizacji na nadchodzące świąteczne dni. Sama od dłuższego czasu również  nosiłam się z zamiarem napisania posta o tej właśnie tematyce. Ustępował on jednak miejsca innym, które w moim odczuciu miały pierwszeństwo. Dzisiaj natomiast, kiedy do świąt odliczamy godziny nadeszła pora by podzielić się z Wami kilkoma moimi propozycjami. 
Stylizacje oczywiście są zróżnicowane. Nie zabrakło zestawów w wersji kolorystycznej black & white oraz black. Zdaję sobie bowiem sprawę, że wśród Was są i takie, które nie wyobrażają sobie w te dni nic innego jak klasycznej elegancji. 


Ile kobiet tyle, upodobań - jedne z nas preferują spódnice, inne sukienki a jeszcze inne nie włożą nic na siebie prócz spodni. Dlatego mam dla Was zestawy z każdym z tych elementów garderoby. Mam nadzieję, że któryś zainspiruje Was do stworzenia własnej propozycji na święta.

Nie wszyscy jednak dobrze czują się w zestawach, które przypominają szkolny look. W odstawkę wówczas idzie biała bluzeczka, czarna spódniczka, sukienka czy spodnie. Ich miejsce zajmują natomiast ubrania w innych kolorach i w nieco mniej oficjalnym stylu. Mnie osobiście święta kojarzą się z kolorem bordo i właśnie w takim tonie przygotowałam moje kolejne stylizacje.


Na koniec natomiast mniej oficjalne zestawy czyli takie, które osobiście najbardziej lubię. Cenię sobie bowiem wygodę, dlatego nawet w święta wybieram ubrania nie krępujące ruchów. Nie mogło wobec tego zabraknąć wygodnego sweterka, legginsów czy moich ukochanych jeansów.




A Wy jakie zestawy przygotowałyście dla siebie na te świąteczne dni? Któraś z moich propozycji przypadła Wam do gustu?


sobota, 21 grudnia 2013

Recenzja oliwki pielęgnacyjnej - Skarb Matki

Każda z Was pewnie myślami jest już przy świętach. Ja natomiast postanowiłam oderwać się od tej tematyki i dla odmiany sięgnąć do recenzji oliwki, którą jakiś czas temu Wam obiecałam. Produkt ten dostałam, w momencie kiedy udało mi się zakwalifikować do akcji testowania z Sample City. Oliwka, o której chcę Wam dzisiaj wspomnieć znajduje się jak większość kosmetyków tego typu w przezroczystej, plastikowej butelce o pojemności 200 ml. Dzięki temu, że produkt umieszczono właśnie w takim a nie innym opakowaniu, z powodzeniem można śledzić ilość, jaką mamy jeszcze do dyspozycji. Kolorystyka opakowania zachowana w spokojnych żółtych barwach, wyróżnia oliwkę spośród wielu innych dostępnych na rynku. Można powiedzieć, że takim swoistym znakiem rozpoznawczym jest umieszczony na etykietce kwiatek oraz uroczy piesek. Produkt, w odróżnieniu od kilku innych, których nazw w tym miejscu nie chcę wymieniać - posiada wygodne zamknięcie. Nie jest konieczne odkręcanie całej nakrętki a jedynie uniesienie jej do góry. W moim przypadku, jest to ważna sprawa ponieważ uniemożliwia wydostanie się substancji na zewnątrz wbrew naszej woli. A chyba żadna z nas nie życzy sobie tłustych, trudnych do wywabienia plam?


Oliwka pielęgnacyjna zawiera w swoim składzie łagodzący duet w postaci: olejku ze słodkich migdałów i olejku z kiełków pszenicy.
Produkt ten idealnie natłuszcza i nawilża. Łagodzi podrażnienia oraz wzmacnia barierę ochronną naskórka. Nie zawiera konserwantów i sztucznych barwników. Kompozycja zapachowa nie zawiera alergenów. Dzięki zawartości olejków ze słodkich migdałów i kiełków pszenicy produkt jest bogaty w kwas oleinowy, linolowy i naturalną witaminę E.

Jak informuje producent oliwka jest: " Polecana do pielęgnacji wrażliwej skóry noworodków. Łagodzi podrażnienia skóry, nawilża, natłuszcza, uelastycznia skórę i zabezpiecza przed otarciami. Do stosowania po kąpieli na rozgrzane ciało, do masażu i przy każdej zmianie pieluszek. Od pierwszych dni życia."
Składniki: Paraffinum Liquidum, Sweet Almond Oil, Wheat Germ Oil, Parfum.
Produkt jest przebadany klinicznie i dermatologicznie.Posiada pozytywną opinię Instytutu " Pomnik - CZD".

Choć wielu z Was wydawać by się mogło, że oliwka zarezerwowana jest jedynie do pielęgnacji niemowląt to nie ma nic bardziej mylnego. Otóż, odkąd produkt ten zadomowił się u mnie na dłużej to chętnie po niego sięgam. Już od pierwszego kontaktu z nim, kiedy to uwolniłam z butelki jego zapach wiedziałam że się polubimy. W pierwszej chwili trudno było mi określić czym tak naprawdę pachnie - dziś po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, że to chyba migdały dominują. 
Na co dzień, moja skóra nie potrzebuje zbyt dużej dawki nawilżenia. Z powodzeniem wystarcza jej to co dostaje w postaci żeli pod prysznic czy balsamów, których rzadko używam a jeśli już to bardziej ze względu na przyjemny zapach. Czasem jednak zdarza się tak, że konieczne jest sięgnięcie po coś znacznie skuteczniejszego. Zwykle po tę właśnie oliwkę sięgam po powrocie z solarium. Już pierwsza aplikacja produktu przynosi ukojenie. Idealnie łagodzi podrażnienia i do minimum redukuje zaczerwienienia, sprawiając że skóra nabiera ładnego brązowego koloru. 
Plusem oliwki, za który ją bardzo cenię jest jej bardzo dobre wchłanianie. Szybko wnika w skórę, nie pozostawiając tłustej warstwy a przy tym sprawia jak już wspomniałam, że skóra przyjemnie pachnie. Sięgając po oliwkę, po raz pierwszy miałam nieco obawy, czy nie wywoła uczulenia w postaci wysypki. Zanim więc zdecydowałam się podzielić kosmetykiem z niemowlakiem na własnej skórze chciałam się przekonać, czy nie wystąpią jakieś nie pożądane objawy. Ostatecznie próba przeszła pomyślnie.


Atutem produktu jest również to, że jest on dość wydajny. Pomimo tego że sięgam po niego naprawdę często, nie zauważyłam znacznego zużycia - toteż wystarcza na naprawdę długo. 
Oliwka jest do nabycia w internetowym sklepie marki Skarb Matki ( czyli tutaj) w cenie zaledwie 13,79. W moim odczuciu cena za taką ilość produktu nie należy do wygórowanych. Śmiało można zaryzykować i kupić ten właśnie kosmetyk - inny niż te popularne w drogeriach czy marketach. 
Za minus produktu mogę uznać brak dostępności w naszym otoczeniu. Jedyną drogą zakupu jest zamówienie go w sklepie internetowym, co może być nieco kłopotliwe dla niektórych. Wiele osób również rezygnuje z zamiaru kupna, ponieważ nie ma możliwości poznania go i przekonania się na własnej skórze jak działa - toteż sięga po sprawdzone oliwki. kiedy tak sięgam pamięcią wstecz, to trudno jest mi sobie przypomnieć czy kiedykolwiek spotkałam się z jakąś kampanią reklamową, która docierałaby do szerszego grona odbiorców. Gdyby nie akcja promocyjna na stronie Sample City, ja do tej pory jak mniemam nie wiedziałabym o istnieniu tej oliwki.

A Wy znacie tę oliwkę a może nie miałyście tyle szczęścia by na własnej skórze przekonać się jak działa? Jakie jej właściwości przypadły Wam do gustu? A może jest coś, co Wam w niej nie odpowiada?

piątek, 20 grudnia 2013

W japońskim stylu...

Jakiś czas temu powróciły na mojego bloga - za sprawą, tego o skandynawskim stylu - posty o tematyce wnętrzarskiej. Właśnie wtedy, kiedy powstawał ów wpis natknęłam się na równie prosty i intrygujący design jak ten powyższy. Mowa w tym momencie o wnętrzach w stylu japońskim. Jest on poniekąd minimalistyczny. Brak w nim zbędnych rzeczy i nadmiernych dekoracji. Są to przede wszystkim wnętrza małe i prosto urządzone. Ważną rolę odgrywa w nich światło. Rzadko jednak pojawia się ono w pełni. Nie ma bowiem żyrandoli a ich miejsce zastępują delikatne lampy umieszczone w bocznych wnękach lub po prostu na suficie. 
Wśród dekoracji pojawiają się głównie  urocze niewielkie fontanny, drzewka bonsai, porcelanowe lalki lub malowidła na ścianach. 
Preferowanymi kolorami we wnętrzach w stylu japońskim są barwy typowe dla kolorów ziemi. Nie brakuje więc tam czerni oraz czerwieni. Prócz nich pojawia się również purpura oraz fiolet, które znane są ze swoich właściwości pobudzających. 

Zdjęcia: Źródło

Materiałami wykończeniowymi w przypadku tego typu wnętrz są: papier, drewno, bambus i trawa morska. 
Przy aranżacji wnętrz w stylu japońskim jak już wspomniałam wykorzystuje się naturalne oświetlenie. Pojawiają się w związku z tym przeszklone powierzchnie, stawia się na kolorystykę w odcieniach beżu, brązu, czerni oraz bieli. 






Zdjęcia: Źródło
Wnętrza są przestronne. Wielkie przestrzenie mogą być dzielone za pomocą przesuwanych papierowych lub bambusowych parawanów. Takie rozwiązanie może okazać się nieocenione w przypadku rozdzielenia sypialni z salonem lub jadalnią. W stylu japońskim unika się wszelkich ciemnych pomieszczeń w postaci nieoświetlonych korytarzy, schowków czy przedpokoi. We wnętrzach często pojawia się również naturalna plecionka, która pełni funkcję firanek lub zasłon. 
Meble pojawiające się we wnętrzach są na ogół niskie i  cechuje je  prostota oraz minimalizm. Dobrym rozwiązaniem są w tym przypadku meble plecione. Stoliki, ławy, łóżka czy kanapy powinny jednak mieć jedna wspólną cechę - powinny być niskie. Oczywiście w dzisiejszych wnętrzach śmiało można łączyć style ten orientalny z nowoczesnym. Ważne jest jednak by mebli nie było zbyt wiele i by miały wielofunkcyjny charakter. W stylu japońskim ogromną uwagę przywiązuje się również do rozmieszczenia mebli we wnętrzach. Jak zapewne zdążyłyście zauważyć ustawione są one na ogół w centralnej części pomieszczenia a nie tak jak u nas przy ścianach. W dekoracji również wskazany jest wszechobecny umiar. Nie należy przesadzać z bibelotami. Japończycy również w tej kwestii cenią prostotę i minimalizm. 




Zdjęcia: Źródło
Dekorując pomieszczenia można wykorzystać rośliny chociażby w postaci wspomnianych drzewek bonsai, storczyków czy orchidei. Dobrym rozwiązaniem są też wykaligrafowane literki, zarówno własnoręcznie wykonane jak i za pomocą dostępnych szablonów i umieszczone na ścianie. Istotna jest też gra światła. Dobrze zrezygnować z centralnego oświetlenia na rzecz punktowego oświetlenia, które można umieścić w podwieszanym suficie. 


Zdjęcia: Źródło
Cechami charakterystycznymi dla stylu japońskiego są: 
& asymetryczny wystrój - rezygnacja ze zbędnych mebli. Ustawienie w centrum pomieszczenia niskiego stolika, przy którym siedzi się na matach tatami lub na poduszkach. Do spania służą zwijane materace.
& Inspiracja naturą, która przejawia się poprzez dobór materiałów. Dominuje drewno, z którego tworzone są ścianki działowe, meble i inne drobiazgi.
& stonowana kolorystyka  z dominującymi barwami ziemi: biele, beże, brązy, szarości, czerń, zgaszona zieleń, które symbolizują spokój i optymizm. W akcentach pojawiają się kolory ognia będące synonimem życia i energii - czerwień, oranż, żółć. 
& nastrojowe oświetlenie, rzadko używa się lamp sufitowych. Ustępują im miejsca nieco bardziej dyskretne źródła światła.

I jak Wam się podoba taki styl aranżacji wnętrz? Urządziłybyście tak swoje mieszkanie? 

czwartek, 19 grudnia 2013

Moje nowe, bajeczne aromaty

Kiedyś Wam już wspominałam, że jak zapewne każda z Was mam takie kosmetyki po które sięgam za każdym razem. Są również i takie, do których się praktycznie nie przywiązuję i uzupełniając braki po prostu wybieram różne rodzaje. Tak się ma w przypadku kupna żeli pod prysznic. Zwykle będąc w drogerii zwracam uwagę na wszelkie nowości, atrakcyjne ceny, piękne opakowania no i oczywiście cudowny zapach. Nie raz zdarzyło mi się kupić żel, który aktualnie był w promocji. Podobnie było, gdy skusił mnie argument iż jest to nowość na rynku. Najtrudniej oprzeć mi się pięknym opakowaniom, które zachęcają by je kupić albo cudownym zapachom. Przyznaję, że duży wpływ na moje decyzje zakupowe mają Wasze opinie o produkcie. Jakiś czas temu zdecydowałam się dzięki wielu pochlebnym opiniom na zakup żelu Original Source o zapachu maliny i wanilii ( więcej informacji znajdziecie tutaj).
Wczoraj natomiast będąc w drogerii zdecydowałam się na kupno dwóch kolejnych produktów z tej serii. Początkowo sięgnęłam tylko po jeden z nich, kiedy przy kasie okazało się że zakup dwóch będzie dla mnie znacznie korzystniejszy bez najmniejszej chwili wahania w koszyku wylądował kolejny. Doskonale pamiętam jak pięknie pachniał pierwszy z tych żeli. Tym razem właśnie na zapach postawiłam. Wybrałam połączenie chocolate & orange oraz coconut. 

Zdjęcia: Źródło

W pierwszej chwili, kiedy powąchałam żel chocolate & orange - wiedziałam że znam skądś ten zapach. Teraz dopiero do mnie dotarło. Delicje. Ot, co. Połączenie czekolady i pomarańczy. Piękny, aromatyczny zapach, przy którym aż ślinka cieknie. 

Zdjęcia: Źródło

Kokos chyba nikogo nie zaskoczy. Jest obecny bowiem niemal w każdym kosmetyku, nie tylko w tym jednym. Nie brak go również w słodyczach - chociażby bounty. To właśnie ta myśl pojawia się z chwilą, kiedy czuję ów żel. Oba równie piękne i zachęcające by po nie sięgnąć. Nic więc dziwnego, że nie potrafiłam się im oprzeć. Przemawiało również za ich zakupem to, że kupując jeden w drogerii zapłaciłabym 6,49 natomiast za dwa - 9,49. Same powiedzcie jak nie skorzystać z tak atrakcyjnej promocji?

Żele te, podobnie jak i ten o zapachu wanilii i maliny znajdują się w 250 ml przezroczystym opakowaniu. Kształt ich opakowania oraz wygodne zamknięcie ułatwiają proste użytkowanie. Możliwe jest również śledzenie na bieżąco jak dużo kosmetyku jeszcze zostało. W moim odczuciu produkty te mają dość płynną konsystencję więc nie mogę stwierdzić by należały do tych wydajnych. Mimo to chętnie po nie sięgam, ze względu na bardzo przyjemny zapach. 
Żele te, moim zdaniem spełniają doskonale funkcję myjącą. Mimo, iż nie pienią się bardzo to ilość powstającej piany mnie w zupełności wystarcza. 
Produkty te choć mają piękny zapach i wydawać by się mogło że na długo powinien się utrzymywać na powierzchni skóry to tak nie jest. Zaraz po spłukaniu go z ciała - woń się ulatnia. 
Plusem wszystkich tych produktów jest to że nie wysuszają skóry a wręcz przeciwnie ma odpowiedni poziom nawilżenia. 

A Wy znacie produkty z serii Original Source? Sięgałyście już po te, które ja wybrałam? A może dopiero macie zamiar je poznać?  Jakie są Wasze opinie po ich stosowaniu?

środa, 18 grudnia 2013

Butelkowe fascynacje (1)

Pewnie zastanawia Was, co skrywa się pod tym tytułem. Otóż, do napisania tego postu zainspirował mnie fakt pisania poprzedniego. Przeglądając bogaty asortyment produktów marki Avon, wręcz nie mogłam oderwać wzroku od pięknych flakonów perfum. Pomyślałam wówczas - a co z innymi buteleczkami? Jak się prezentują te dostępne w ofercie innych firm? Czy są równie atrakcyjne i niezwykłe? Co wyróżnia je spośród innych? 
Choć trochę czasu minęło zanim się zebrałam by zamieścić ten post, to dzisiaj postanowiłam zrealizować swoje zamiary. Wybór jak się zapewne domyślacie nie jest prosty. Bo jak spośród tak wielu pięknych flakoników wybrać te naj? Decydując się na zamieszczenie danej buteleczki w moim zestawieniu, zwracałam uwagę na to czy już spotkałam się z danym wzorem. Wybierałam te, które widziałam po raz pierwszy i nie są one dla mnie oklepane. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wiele propozycji spośród tych wybranych przeze mnie jest Wam znanych. Jednocześnie wiem, że temat ten to niemal bezkresna rzeka stąd też mój pomysł by pojawiał się on od czasu do czasu. Bo jak same wiecie na rynku jest dostępnych tyle perfum, że niemożliwe jest umieszczenie wszystkich pięknych flakoników w jednym poście. 
Tymczasem mam nadzieję, że tematyka dzisiejszego wpisu Was zainteresuje i choć na chwilę się nad nim zatrzymacie. 

Na pierwszy ogień kilka propozycji z katalogów Avon i Oriflame


A teraz nieco więcej z oferty kosmetyków z " wyższej" półki



 Co myślicie o takiej tematyce posta? Przypadł Wam do gustu czy też nie? A który flakonik Wam przypadł do gustu? A może macie swój typ o którym warto wspomnieć?


poniedziałek, 16 grudnia 2013

Avon - produkty które zwróciły moją uwagę

Święta już co raz bliżej a sam miesiąc grudzień sprzyja temu by rozglądać się wokół siebie w poszukiwaniu różnych upominków. Nie da się nie zauważyć, że sklepiki stacjonarne nie próżnują. Tak samo się ma sprawa w sklepach online. Osobiście tak bardzo zaaferowałam się ofertą tych dwóch wcześniejszych, że zapomniałam o sprzedaży bezpośredniej którą oferuje avon czy oriflame. Doskonale pamiętam jeszcze czasy, kiedy niemal za każdym rogiem nie znajdowała się drogeria a kosmetyki dla mnie samej były nazwijmy to towarem deficytowym. Teraz natomiast, kiedy sytuacja się zmieniła i idąc do sklepu kosmetycznego mogę dowolnie wybierać produkty w zależności od zasobności portfela - a nie płacić tylko jedną cenę z katalogu, zakupy u konsultantek zeszły gdzieś na dalszy plan.
Oczywiście przeglądam katalogi w poszukiwaniu jakichś ciekawych propozycji, jednak na tym zwykle poprzestaję. W dzisiejszym poście wobec tego postanowiłam pokazać Wam, co mi przypadło do gustu tym razem z oferty avon. Przyznam od razu, że duże znaczenie w tym przypadku miał na mój wybór wygląd opakowań kosmetyków, które od zawsze wzbudzały u mnie podziw i zawsze zachęcały do zakupu. W czasach, kiedy jeszcze sama byłam konsultantką firmy avon każde pojawienie się katalogu traktowałam na równi święta. Drżącymi rękami przekładałam kolorowe karteczki i głodnym wzrokiem chłonęłam niemal wszystko. Dzisiaj mam nieco większy dystans do zakupów z katalogu, jednak nie mówię że ich nie robię bo czasem na coś się skuszę. 
A teraz same spójrzcie, co i dlaczego tym razem spodobało mi się z oferty firmy Avon.


1. Zestaw do pielęgnacji ciała  Słodka Wanilia  - scrub do ciała ( 200 ml) i mgiełka (100 ml) - cena 14,99
2. Zestaw " Delikatność Kwiatów" - żel pod prysznic Garden of Eden ( 250 ml) i żel pod prysznic Seventh Heaven ( 250 ml) - cena 11,99 
3. Woda perfumowana Today + ozdobne pudełko GRATIS - Zapach będący połączeniem frezji, słodkiego soku kaktusa, kwiatu zwanego " rajskim ptakiem", hibiskusa i budlei noszącej nazwę " leśnego motyla". Dodatkowo przebija się wiązanka szlachetnych gatunków drzew w postaci wody różaneji piżma - a wszystko to zamknięte we wnętrzu flakonu wykonanego z jubilerską precyzją. - cena 79,00
4. Płyn do kąpieli o zapachu zielonego jabłuszka w wersji XMAS - 250 ml - cena 7,99
5. Szminka Ultra Colour " RED 2000"- z nową technologią True Color, która zawiera pigmenty uwalniane podczas aplikacji kosmetyku. Zapewniają one efekt mocnego, nasyconego i trwałego koloru. W składzie kosmetyk posiada masło shea, kwasy omega - 3 i witaminę E. Zaletą szminki jest nowe opakowanie z przezroczystym okienkiem, które umożliwia sprawdzenie koloru bez otwierania. Pojemność 3,6g. - Cena - 14,99
6. Świetlisty cień do powiek Midnight Sky /4g - cena 21.99
7. Błyszczyk ROSE KISSES - "ROSETTE" - zamknięty w uroczym opakowaniu w kształcie róży. Kosmetyk o intensywnym blasku i soczystym kolorze/ Pojemność 3g/ Cena - 12,99
8. Świąteczny zestaw na 5. W jego skład wchodzi: Płyn do kąpieli Wanilia i Figa (500 ml), Szampon nabłyszczający Dziki Fiołek i Pestki Winogron (250 ml), Mineralny balsam do ciała " Złocisty blask" (200 ml), Kremowy żel pod prysznic i do kąpieli Winter Cocoon ( 250 ml), Nawilżający krem do twarzy Brzoskwinia i Kwiat Bawełny ( 75 ml) - cena 29,99
9. INCANDESSENCE Edycja Świąteczna ( Bez atomizera) - Misterne połączenie zapachu egzotycznej orchidei, dzikiego tulipana, białej peonii oraz rzadkich drzew. Cena 19,99
10. Woda toaletowa Ballroom Beauty - połączenie zapachu maliny, płatków róży i bursztynu. - Cena 34,99
11. Nawilżający olejek do ciała Bali Botanica - z ekstraktami kwiatu frangipani i trawy cytrynowej. Nawilża, podkreśla opaleniznę i wygładza. Cena - 17,99

1. Zestaw " IDEALNA PROMIENNOŚĆ": Krem do twarzy z wyciągiem z róży (75 ml), Maseczka do twarzy z wyciągiem z róży ( 75 ml) - cena: 16,99
2. Zestaw Owoc Granatu i Mango: Żel pod prysznic ( 250 ml), Mgiełka do ciała ( 100 ml), Balsam nawilżający ( 100 ml) - cena 19,99
3. Zestaw do pielęgnacji ciała Słodka Śliwka i Wanilia: Mgiełka do ciała ( 100 ml), Balsam do ciała mini - wersja ( 50 ml), żel pod prysznic mini - wersja ( 50 ml) - cena 19,99

Oczywiście mogłabym tak w nieskończoność wybierać spośród oferty kosmetyków Avon. Każdy z nich bowiem ma w sobie coś, co skłania by właśnie po niego sięgnąć.

A Wy znacie produkty, które ja wybrałam? Używacie ich? Na co zwracacie uwagę przy wyborze produktów kosmetycznych?

Wszystkie zdjęcia pochodzą z: Źródło


Wirtualna przechadzka po sklepie Home & You

Teraz, kiedy święta zbliżają się wielkimi krokami na blogach posty świąteczne przeplatają się z tymi codziennymi. Nic dziwnego, gdy każdy zasypywany jest coraz to nową porcją inspiracji. Osobiście uwielbiam patrzeć na wszystkie dekoracje bożonarodzeniowe, bo naprawdę trudno oprzeć się temu co nas zalewa niemal z każdej strony. Wokół cale mnóstwo czerwieni, zieleni, srebra, złota i wielu barw z bogatej palety kolorów. Dzisiaj postanowiłam podzielić się z Wami kilkoma drobiazgami w klimacie świątecznym, które przypadły mi do gustu podczas wirtualnej przechadzki pomiędzy asortymentem Home & You. To wszystko, co mi się spodobało nie jest niczym innym jak niezbędnikiem - bez którego nie wyobrażam sobie zimy.
Na pierwszy plan wysuwają się drobiazgi, które prócz tego że są miłe dla oka, przyjemne i miękkie w dotyku to jeszcze bardzo ale to bardzo ciepłe - ot, kapcie. Zarówno takie w wersji dłuższej jak i krótszej ale wszystkie bardzo urocze. 


Te prócz miłego w dotyku, ciepłego futerka mają dodatkowy bonus w postaci wyszytego  renifera Rudolfa. Mogą z powodzeniem być upominkiem dla jakiegoś prawdziwego zmarźlaka. Dodatek do nich stanowi termofor, wręcz idealnie skomponowany kolorystycznie i z zachowanym motywem.

W przeciwieństwie do poprzednich, te są w nieco spokojniejszej tonacji. Jednak dzięki kokardkom i uroczym pomponom wyglądają naprawdę cudownie. Uzupełnieniem tych słodkich kapciuszków może być zachowany w podobnym stylu termofor, który idealnie się sprawdzi podczas zimowych wieczorów.

Zima ma to do siebie, że miło jest usiąść z kubkiem czegoś pysznego i gorącego - co nas rozgrzeje po powrocie ze spaceru, stoku narciarskiego czy uczelni. Nie wyobrażam sobie wręcz by nie sięgnąć wówczas po swój ulubiony kubek, imbryk specjalnie na tę okazję - a wszystkie z pięknymi kolorowymi motywami. Toteż nie mogłam nie zwrócić uwagi właśnie na tego typu akcesoria, których moim zdaniem w domu nigdy nie  za wiele.


Bo same powiedzcie, jak tu oprzeć się chociażby takim słodkim reniferkom, które spoglądają błagalnym wzrokiem by je zabrać ze sobą do domu?

Oczywiście zima, to również czas kiedy częściej sięgam po wszelkiego rodzaju świeczki ( choć w tym roku nieco ustąpiły one miejsca woskom Yankee Candle) nic więc dziwnego, że przeglądając ofertę Home & You zwróciłam uwagę na kilka z nich.




Pierwsza z nich to niewątpliwie propozycja na świąteczne wieczory ze względu zarówno na jej kształt jak i barwę. Kolejna zachowana w typowych bożonarodzeniowych kolorach nie pozwoli przejść obok siebie obojętnie. Uroku dodają jej również dwa urocze reniferki z czerwonymi szaliczkami. Ostatnia natomiast ma znacznie mniej świąteczny charakter. Z powodzeniem może stanąć jako ozdoba w salonie lub obok łóżka. Dzięki plastikowemu opakowaniu, ma ona nietypowy wygląd który przyciąga wzrok. 
 ***
Miło zimą wrócić, nie tylko do ciepłego domku ale również do pachnącego. Przyda się wówczas jakieś urządzonko, które sprawi że we wnętrzu rozniesie się piękny, aromatyczny zapach. Posłużyć może temu kupno kominka do aromaterapii. Do tej pory służyły one do używania olejków eterycznych. Dzisiaj natomiast wystarczy kominek i podgrzewacz by rozpuścić w nim pięknie pachnące woski Yankee Candle.


Ostatnimi drobiazgami, którym wprost nie potrafię się oprzeć są bombki i zawieszki. Te które znalazłam w ofercie Home & You znacznie różnią się od tych które znamy. Pierwszą z nich która wprost mnie urzekła jest postać uroczej krówki. Jednak to nie koniec słodkiego zwierzyńca. W kolekcji bowiem znalazłam również świnkę i żabkę.





 I jak Wam przypadły do gustu propozycje, które wybrałam? Czy znacie Home & You? A może dopiero dziś go poznałyście? Macie jakichś swoich faworytów z oferty Home & You?

 Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony sklepu: http://home-you.com/pl/

sobota, 14 grudnia 2013

Nowy zapach od Elizabeth Arden

W poprzednim poście obiecałam Wam, że jak tylko wyczekiwana przeze mnie niespodzianka trafi w moje rączki, to zaraz się z Wami tym podzielę. Dzisiaj właśnie z samego rana kurier zapukał do moich drzwi, tak więc spieszę z postem. Otóż moje drogie, jakiś czas temu zarejestrowałam się na stronie Klubu Ekspertek, który pozwala testować produkty. Wystarczy zarejestrować się w ofemin.pl, wybrać jeden z dostępnych produktów i zgłosić się poprzez wypełnienie krótkiego formularza. Po upływie czasu przeznaczonego na testy należy wyrazić swoją opinię za pomocą ankiety. Kiedy, ja zdecydowałam się na udział do wyboru były: perfumy UNTOLD Elizabeth Arden, perfumy Hugo Boss BOSS JOUR Pour Femme oraz Bielenda CC Color Control Multifunkcyjny krem korygujący 10w1 do ciała. Wybrałam wówczas perfumy Elizabeth Arden. Zapach ten stworzył Clement Gavarry z myślą o nowoczesnej kobiecie. Kreator zapachu powiedział o nim: " Chciałem, aby UNTOLD wyrażał harmonijną równowagę wielu różnych twarzy kobiety, co według mnie, stanowi źródło jej prawdziwego piękna. Czasem wyobrażam ją sobie śmiałą, a niekiedy romantyczną, ale zawsze jednakowo pewną siebie."
Źródło


Zapach ten jest mieszanką aromatów kwiatowo - owocowych. Nutami głowy są: różowy pieprz, bergamotka, gruszka oraz liść czarnej porzeczki. Nutami serca - jaśmin egipski i gardenia. A nutami bazy: piżmo, ambra i paczula. 
Źródło

Perfumy, otrzymane przeze mnie do testów zamknięte były w złoto - białym tekturowym pudełku. Otwierając jego wieko ukazał się moim oczom napis - " To be beautiful is the birthright of every woman" - Elizabeth Arden.


To jednak, co skrywało wnętrze pudełka przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Znalazłam tam bowiem piękny flakon, o nieregularnym kształcie o pojemności aż 50 ml. Jego niezwykłą ozdobę stanowi metalowy element, który otacza buteleczkę. Na nim to umieszczono napis głoszący - UNTOLD Elizabeth Arden. 


Zapach, jest naprawdę piękny. Z każdą  minutą, na skórze ewoluuje. Jest zarówno zdecydowany, tajemniczy jak i słodki. Perfumy początkowo pachną aromatem różowego pieprzu, który łączy się z bergamotką. Jednocześnie pojawiają się akcenty gruszki oraz czarnej porzeczki. Swoistym uzupełnieniem jest zapach subtelnej gardenii i zdecydowanego egipskiego jaśminu. Tajemniczości perfumom dodaje aromat paczuli i drzewa sandałowego, który przechodzi w hipnotyzujące piżmo. Perfumy utrzymują się na skórze naprawdę długo. Dostępne są we flakonach o pojemności 30, 50 i 100 ml w postaci wody perfumowanej . Kolekcja Elizabeth Arden UNTOLD: UNTOLD Woda Perfumowana Spray 100 ml 179,00 UNTOLD Woda Perfumowana Spray 50 ml 259,00 UNTOLD Woda Perfumowana Spray 30 ml 369,00 A Wy znacie ten zapach?  


czwartek, 12 grudnia 2013

Uzupełnianie braków w szafie - ZAKUPY

Dzisiejszy dzień, nie był może zbyt pogodny jednak nie zniechęciło mnie to do wędrówek od sklepu do sklepu. Oczywiście miałam sprecyzowane plany zakupowe, toteż nie było to chodzenie bez celu. Swoje kroki skierowałam do Reserved, gdzie już jakiś czas temu upatrzyłam kilka ciuszków, które koniecznie chciałam mieć w swojej garderobie. Obserwując Wasze blogi, widziałam całe mnóstwo pięknych sweterków w sam raz na tę porę roku. Oczywiście nie sięgnęłam, po te z motywem świątecznym. Zdecydowałam się na  coś znacznie bardziej uniwersalnego.
Sweterek, który wybrałam ma szarą barwę i dodatkowo zdobią go lśniące cekiny. Ostatnio właśnie takim akcentom, nie mogę się oprzeć. Bo to już kolejna rzecz, właśnie tego typu w mojej garderobie.


Kilka dni temu stałam się posiadaczką szalika - komina, wykonanego z dzianiny ozdobionej błyszczącymi cekinami. Ten akurat był do kupienia w sieciówce h&m. 


Oczywiście moje zakupowe szaleństwo nie skończyło się na tym jednym ubranku. Do mojej garderoby dołączyła również nowa, sportowa bluza. Nie zdecydowałam się, na żadne ekstrawagancje - ot, zwykła szara z czarnym nadrukiem. Widziałam w sieci wiele takich, jednak nie potrafiłam się zdecydować po którą sięgnąć. Brakowało w mojej garderobie jednak czegoś  niezobowiązującego, a ta bluza własnie taka jest. Wygodna, nie krępująca ruchów - po prostu idealna.


Choć na tym etapie z powodzeniem mogłabym zakończyć dzisiejsze zakupy, to przemiłej pani ze sklepu która zawsze kiedy robię tam zakupy służy radą i pomocą - udało namówić się mnie na t-shirt. Tym razem wybrałam białą koszulkę z uroczym nadrukiem. Nie zastanawiałam się zbyt długo, ponieważ akurat ta rzecz kosztowała niewiele i w porównaniu z dwiema pozostałymi najmniej.



Przechadzając się, pomiędzy całym mnóstwem wieszaków znalazłam jeszcze kilka innych rzeczy, które chętnie widziałabym w mojej szafie. 

A Wam jak się podobają moje dzisiejsze zakupy? Wybrałybyście je, tak jak ja czy raczej zdecydowałybyście się na coś zupełnie innego? A może kapciuszki? Albo skarpetki?

A w najbliższych dniach, mam dla Was niespodziankę - która już do mnie jedzie i jak tylko dotrze to nie omieszkam się pochwalić. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...