KOSMETYKI - piątek, 14 marca 2014

Moja "włosowa" historia

Dzisiejszy post będzie można powiedzieć nieco osobisty i będzie dotyczył tematu, któremu tzw. włosomaniaczki poświęcają niemal każdy swój post czyli niczego innego jak włosów. Dotychczas omijałam ten temat szerokim łukiem. Obserwując jednak Wasze blogi zauważyłam, że coraz częściej pojawiają się posty o tej tematyce. Piszecie w nich o tym, jakich kosmetyków używacie oraz w jakiej kondycji są Wasze włosy. Ja również postanowiłam w kilku słowach opisać swoją batalię z włosami. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że dla jednych z Was może to być interesujące, podczas gdy inne będą ziewać z nudy. Mimo to postanowiłam zaryzykować, łudząc się że może rady włosomaniaczek pozwolą mi lepiej o nie zadbać. Bo póki co odnoszę wrażenie, że w dotychczasowej pielęgnacji nie robię nawet minimum. 

Jeśli chodzi o włosy to nigdy nie były one moim atutem. Są cienkie i delikatne, przez co mają również niewielką objętość. W dzieciństwie przeważnie nosiłam krótkie włosy, ścięte na chłopaka lub o długości zakrywającej ucho. Nikomu chyba nie muszę tłumaczyć, że duży wpływ na moje ówczesne fryzury miała moja mama, która decydowała w czym ponoć wyglądam najlepiej. Dziś z perspektywy czasu, za żadne skarby nie wróciłabym do tamtych uczesań. W momencie kiedy już mogłam sama o sobie decydować, moje włosy zawsze pozostawały długie ( minimum do połowy pleców).  Obecnie jednak, nieco się odważyłam i znacznie je skróciłam, dzięki czeku mam fryzurkę z dłuższym przodem i krótszym tyłem. Poniżej zamieszczam foto dla zobrazowania tego jak to u mnie wygląda.


Co do ich koloru to zazwyczaj określam je mianem "mysiej" barwy. Nic więc dziwnego, że kiedy tylko osiągnęłam stosowny wiek ( a było to w szkole średniej) radykalnie zmieniłam ich wygląd sięgając po zdecydowaną czerwoną trwałą farbę. Co do samego zamierzenia to od razu powiem, ze nie chodziło o samą zmianę koloru a o znacznie wyższe cele, które to po raz pierwszy pozwoliły mi ufarbować włosy. Oczywiście zanim zdecydowałam się na taką zmianę, również ciągle robiłam coś na włosach - jednakże przeważnie były to pasemka. Wracając do tematu moich czerwonych włosów łudząco podobnych do tych noszonych przez Michała Wiśniewskiego, to jak się domyślacie zadowalający efekt nie utrzymywał się zbyt długo. Nic więc dziwnego, że dla uzyskania jako takiego wyglądu znów sięgnęłam po kolejne farby.
Moja droga farbowania włosów była kręta i wyboista. Przybierały one coraz to inne barwy. W tym momencie już trudno jest mi powiedzieć w jakiej kolejności przybierały przeróżne odcienie. Wiem natomiast jedno nie brakowało blondu (który początkowo przypominał łany zbóż), oberżyny, wszelakich rodzajów brązu. Ostatecznie to właśnie po brązach zdecydowałam się na odcień czerni, która początkowo lśniła czerwienią czy granatem by wreszcie stać się hebanową. O zmianie tej zdecydowałam niemal natychmiast. Kiedy próby wyrównania barwy brązowej na odrostach i całej reszcie nie przyniosły rezultatu, wiedziałam że nie mam innego wyjścia. Co niektórzy odradzali mi tak radykalną zmianę, przyrównując oczekiwany efekt do wyglądu Morticii Addams ( z rodziny Addamsów),ze względu na kontrast pomiędzy kolorem włosów a moją twarzą. Sama nieskromnie oceniam uzyskany efekt jako zadowalający i od kilku dobrych lat jestem mu wierna. 

Jak wspomniałam, moje włosy są cienkie i delikatne a do tego przesuszone i skłonne do plątania. By czuć się dobrze myję je codziennie. Sięgam po różne szampony- o wszelkich właściwościach pielęgnujących, do włosów farbowanych. Przemierzając długie korytarze pomiędzy sklepowymi półkami zdarza mi się wybierać również liczne, pojawiające się nowości. Niektóre z nich, jak się niestety okazuje później są zdecydowanie zbyt obciążające dla moich włosów i sprawiają że zyskują one efekt łudząco podobny do tego sprzed mycia. Niektóre szampony dodatkowo powodują u mnie takie splątanie pasm włosów, że trudno jest to rozczesać. Wówczas sięgałam po produkty w sprayu ułatwiające rozczesywanie. Niektóre z nich jednak były bardzo obciążające. 

Używam również różnych masek do włosów. Przeważnie jednak są to te do spłukania, by nie obciążać pasm. Ostatnim moim nabytkiem jest produkt tego typu BingoSpa - Maska do dłosów ze spiruliną i keratną. Przeznaczona do pielęgnacji włosów cienkich i łamliwych (więcej o niej tutaj). Jeszcze wcześniej pod wpływem Waszych opinii skusiłam się na kupno Argan Oil Serum oraz Biovax (więcej o nich tutaj). Z czasem jednak znacznie rzadziej po nie sięgam. 

Co do samego farbowania, to zabieg ten wykonuję w różnych odstępach czasowych. Niegdyś było to raz na miesiąc. Obecnie jest to znacznie częściej jak sądzę, kiedy tylko pojawią się jakieś niezadowalające mnie efekty. Czyli kolor znika znacznie wcześniej niż bym się tego spodziwała. Nie wiem gdzie szukać przyczyny takiego stanu rzeczy. Zdaję sobie sprawę, że codzienne mycie może potęgować efekt wypłukiwania koloru- jednak czy szampony do włosów farbowanych nie powinny temu przeciwdziałać?
Wybierając farby niegdyś sięgałam po produkty Garnier. Obecnie jest to L'oreal. Jednakże pianka do farbowania włosów, którą miałam okazję kiedyś kupić w moim przypadku zupełnie się nie sprawdza. Zaobserwowałam, że kolor znika znacznie wcześniej niż po typowej farbie.

I tu po raz kolejny ponawiam pytanie do dziewczyn, które doskonale radzą sobie z pielęgnacją włosów i nie mają takich problemów jak ja w postaci plątania pasm oraz ciągle wypłukującego się koloru - co według Was robię nie tak? I co powinnam zrobić by Tego uniknąć?


Dziękuję za wszystkie pozostawione na moim blogu komentarze :)