DESIGN - sobota, 15 marca 2014

Wosk Yankee Candle Nr 3

Dzisiejszy post jest oderwaniem się od innej tematyki i powrotem do wosków Yankee Candle. Kilka dni temu, po otrzymaniu czterech nowych tartaletek do mojej kolekcji, stworzyłam swoiste zestawienie tych zapachów spośród nich, które najbardziej przypadły mi do gustu. Dotychczas poznałyście miejsce pierwsze i drugie, jak również zdradziłam Wam kto według mnie zasługuje na miejsce trzecie. Jeśli jeszcze nie miałyście okazji poznać moich faworytów to zapraszam do przeczytania postu o Turquoise Sky oraz Red Velvet. W tym momencie jednak skupić się chcę na wosku, któremu przyznałam miejsce trzecie czyli Summer Scoop (Pucharek z lodami). 

Tartaletka ta jak i wszystkie inne, o których pisałam pochodzi ze sklepu internetowego


Wosk Summer Scoop na stronie sklepu scharakteryzowany został jako:
" Waniliowy mus - odpowiednio zmrożony - podany w towarzystwie świeżo przygotowanego, słodkiego, truskawkowego sosu. Albo wielkie, pyszne lody - składające się z nałożonych naprzemiennie, śmietankowych i owocowych gałek. Po prostu doskonałe, letnie orzeźwienie i moc owocowej przygody. Inspiracja, która stała się pobudką do stworzenia niezwykle wakacyjnego wosku  - Summer Scoop. Pozbawiona kalorii kompozycja pozwala zamienić każdy, nawet najbardziej pochmurny dzień w letnie, ciepłe popołudnie - esencja pobudza umysł i koi zmęczone bezbarwną codziennością zmysły, racząc je pyszną, truskawkowo - waniliową delicją."


Zdjęcia: Źródło

W rzeczywistości jak sama nazwa sugeruje tartaletka ma różowe  zabarwienie. Na myśl przywodzi zaraz pucharek wypełniony po brzegi pysznymi owocowymi lodami, które zresztą umieszczone zostały na etykiecie. Ostatnio zauważyłam że coraz częściej sięgam po zapach pachnących, nagrzanych słońcem truskawek. Początkowo wosk pachnie subtelnie i delikatnie. Z czasem jednak przebija nieco mocniejszy, bardziej zdecydowany zapach. Jest to doskonała propozycja na jesienno - zimowe wieczory. Pozwala bowiem wrócić myślami do letniego klimatu, za którym tak tęsknimy w te szare dni. 




Zapach sam w sobie jest przyjemny i trudno jest mu się oprzeć. Jednak w myśl zasady - " co za dużo - to nie zdrowo", dobrze jest dozować sobie tę przyjemność. Powiem Wam szczerze, że w moim przypadku nadmiar owego słodkiego, owocowego aromatu - przyprawił mnie o lekki ból głowy i mdłości. Mimo to w odpowiednio dobranych proporcjach mogę śmiało go polecić. Zawsze to jakaś odmiana. Zresztą wychodzę z założenia, że w zależności od dnia różnie reagujemy na otaczające nas zapachy. Więc jednego dnia może on nam nie odpowiadać podczas gdy kolejnego wręcz nie możemy się od niego oderwać. 



Oczywiście wybór pozostawiam Wam. Bo każda z nas jest inna i lubi całkiem co innego. Albo sięga po jakiś zapach z sentymentu bo kojarzy jej się z czymś wyjątkowo miłym. 

A Wy znacie ten wosk zapachowy? Jakie jest Wasze zdanie na jego temat? Lubicie czy też nie? Chętnie poznam jednocześnie Wasze woskowe typy. Zwłaszcza, że nie miałam ich jak dotąd zbyt wielu i wszelkie sugestie jak najbardziej mile widziane. 


Dziękuję za wszystkie pozostawione na moim blogu komentarze :)