środa, 30 kwietnia 2014

Mój nowy, kulinarny faworyt...

Jak każdy z Was, ja również mam swoje ulubione programy które staram się dość regularnie oglądać. Przyznam się, że nie jest to prosta sprawa, ponieważ praca, obowiązki domowe i całe mnóstwo innych rzeczy absorbuje mnie do tego stopnia, że gdyby nie przychodzące mi z pomocą aplikacje nie dałabym rady być z nimi na bieżąco. Ostatnio do moich ulubionych programów dołączył kolejny - polski odpowiednik kulinarnego reality show - Hell's Kitchen -  Piekielna Kuchnia. Program ten zrealizowany został w 15 krajach świata m.in w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Francji, Hiszpanii, Finlandii, Danii, Belgii, Rumunii, Rosji oraz na Litwie i Ukrainie.

Zdjęcie: Źródło
Jednakże to amerykańska wersja zyskała miano fenomenu na skalę światową. Dużą zasługę tutaj przypisać można prowadzącemu - Gordonowi Ramsay'owi, który jest dość kontrowersyjną i nieprzewidywalną osobą - co jak się domyślam przyczyniło się do wzrostu popularności programu. W polskiej edycji rola ta przypadła Wojciechowi Modestowi Amaro, pierwszemu zdobywcy gwiazdki Michelin, która przyznana została jego restauracji Atelier Amaro. W pierwszym odcinku miałam okazję poznać 14 uczestników wybranych w castingu. Stanęli oni przed nie lada zadaniem - czeka ich bowiem mordercza praca w kuchni prowadzonej przez prowadzącego program. Jedni z nich są doświadczonymi kucharzami, którzy na co dzień pracują w lokalach gastronomicznych, inni są zupełnymi amatorami jednakże gotowanie jest ich pasją i bez tego nie wyobrażają sobie życia. Każdy odcinek to potyczka pomiędzy dwiema konkurującymi ze sobą drużynami. W pierwszej z nich czerwonej znajdują się kobiety w drugiej - niebieskiej mężczyźni.

Zdjęcie: Źródło
Zdjęcie: Źródło
Zdjęcie: Źródło
Każdego dnia uczestnicy zdobywają coraz to nowe umiejętności pod czujnym okiem nie tylko Wojciecha Modesta Amaro, ale także Kurta Schellera oraz uczestników programu Top Chef - Dariusza Kuźniaka i Piotra Ślusarza. W jednym z pierwszych odcinków uczestnicy otrzymali zadanie przyswojenia sobie menu restauracji Atelier Amaro oraz sposobu przygotowania każdej z potraw. Jak się później okazało nie wszyscy potrafili z dnia na dzień nauczyć się wszystkiego, co niestety dało się zauważyć podczas przygotowania poszczególnych potraw. Nie udało im się bowiem zrealizować nawet części zamówionych przez gości posiłków. Nie spotkało się to oczywiście z aprobatą ze strony prowadzącego. A wręcz wywołało jego dość duże oburzenie. Każdy kolejny odcinek jak zauważyłam owocuje coraz to lepiej prosperującym serwisem. Zaproszonym do restauracji gościom coraz częściej udaje się skosztować specjałów wg przepisów Wojciecha Modesta Amaro. Często pośród klientów lokalu znajdują się znane osoby z show biznesu, które to zasiadają przy VIP- owskim stoliku. Każde otwarcie piekielnej kuchni to kolejne zmagania uczestników- podczas niej zostaje wyłoniony zwycięzca oraz przegrany. Pierwszy otrzymuje należną mu nagrodę drugiego natomiast spotyka kara. 

Zdjęcie: Źródło
Choć ja sama nie pasjonuję się gotowaniem to chętnie zasiadam przed monitorem komputera i ekscytuję się zmaganiami uczestników. Każdy odcinek jest dla mnie pełen niespodzianek i nie wiem czego mogę się spodziewać, ponieważ nie jest to program oparty o schematy. Zawiera tak nietypowe zwroty akcji, że sama nigdy nie wpadłabym iż właśnie taki będzie finał. Program opuszczają nie tylko osoby typowane przez uczestników ale również te wskazane przez prowadzącego. W ostatnim odcinku, do kuchni czerwonych dołączyła nowa uczestniczka, która jak się później okazało była żoną Wojciecha Modesta Amaro. Nie zaprzestano jednak w programie jedynie na tej jednej niespodziance. Jak się okazało obie drużyny zostały docenione i otrzymały nagrody: kobiety - wyjście do spa, mężczyźni zaproszenie na kolację do laboratorium prowadzącego. 
Program emitowany jest w każdy wtorek o 20,05 w Polsacie. Powtórkę natomiast obejrzeć można w sobotę o godzinie 17,10.

A Wy znacie ten program? Miałyście okazję choć raz śledzić zmagania uczestników? Jak go oceniacie? Będziecie oglądać czy nie?


wtorek, 29 kwietnia 2014

Mój nowy nabytek i wiosenne klimaty...

Wszyscy Ci z Was, którzy prowadzą swoje blogi wiedzą, że wymaga to dobrej organizacji a także poświęcenia nieco czasu. Teraz kiedy na zewnątrz zrobiło się trochę cieplej, u mnie posty pojawiają się ze znacznie mniejszą częstotliwością. Obiecałam sobie jednak, że zrobię co tylko w mojej mocy by mimo mnóstwa różnych obowiązków mój blog na tym nie ucierpiał. 

W dzisiejszym poście chcę podzielić się z Wami moim ostatnim nabytkiem. Nosiłam się z myślą by wspomnieć Wam o tym już wcześniej, kiedy to złożyłam zamówienie w sklepie internetowym granashop.pl, jednak postanowiłam poczekać aż będę mieć je w garści. Dzisiaj  gdy zamówiona przeze mnie paczka wreszcie dotarła - śmiało mogę pokazać Wam co ona zawierała. Otóż, jakiś czas temu na tej stronie zamówiłam swój pierwszy zegarek. Zachęcił mnie atrakcyjny design oraz przystępna cena. A już przy pierwszej okazji, kiedy go włożyłam wywołał duże zainteresowanie. 


Tym razem pozazdrościłam wielu blogerkom i również zaopatrzyłam się w zegarek Geneva. Jednak nie skusiłam się na typowy, klasyczny na prostej bransolecie tylko na coś znacznie bardziej kobiecego, co według mnie może zastąpić biżuterię. Po takim wstępie pewnie zastanawiacie się o jakim modelu mówię. Otóż, nie będę Was dłużej trzymać w napięciu i powiem Wam ze mój nowy nabytek to nic innego jak pleciona Geneva. Wykonany jest on ze stali nierdzewnej i metalu oksydowanego w srebrnym kolorze. Koszt zakupu wynosi 33,90 + koszty przesyłki. 








Na pierwszy rzut oka zegarek robił wrażenie dość delikatnego i lekkiego. Jak się okazało w praktyce jest on naprawdę precyzyjnie wykonany. I dosyć ciężki. Kiedy pokazałam go moim bliskim i spytałam na ile szacują jego wartość, posypały się propozycje sięgające nawet ponad 100 złotych. Gdy zdradziłam im, ile rzeczywiście za niego zapłaciłam większość dosłownie "zbierała szczęki" z podłogi. 

Na tym jednak nie koniec mojego dzisiejszego wpisu. Pogoda za oknem jest naprawdę śliczna dlatego też postanowiłam uwiecznić kilka pięknie kwitnących roślinek, świadczących o tym że wokół na dobre zadomowiła się wiosna. Nie chcąc jednak zbytnio tego przedłużać zapraszam Was do obejrzenia zrobionych przeze mnie zdjęć. Mam nadzieję, że nieco przybliżę Wam otaczającą mnie scenerię.  









I co myślicie o moim nowym nabytku? Podoba Wam się? Zdecydowałybyście się na jego kupno? Wy również nie możecie oprzeć się pokusie by nie uwiecznić otaczających Was roślin?

sobota, 26 kwietnia 2014

( Nieco spóźnione) 1 urodziny bloga

Na wielu Waszych blogach wielokrotnie napotykałam na posty dotyczące kolejnych już ich urodzin. Czytając je sama z niecierpliwością wyczekiwałam momentu, kiedy to mój blog również doczeka się okrągłej rocznicy swego istnienia. W nawale codziennych spraw, ani się obejrzałam gdy długo wyczekiwany przeze mnie dzień w końcu nadszedł. I co gorsza... nawet tego nie zauważyłam. 

Dopiero kilka dni temu do głowy przyszło mi by zerknąć, kiedy tak naprawdę zaczęła się moja przygoda na blogspocie. I jakież to było moje zdziwienie, gdy okazało się że urodziny mojego bloga minęły kilkanaście dni temu a ja nawet się nie zorientowałam. Sięgając pamięcią wstecz mogę powiedzieć Wam, że swoje pierwsze kroki w blogosferze stawiałam jeszcze na pingerze. A dopiero od 7 kwietnia zaczęłam zamieszczać posty na blogspocie. Pomimo rocznego pobytu tutaj, moja wiedza o blogowaniu pozostawia wiele do życzenia. Mam jednak nadzieję, że z czasem uda mi się zgłębić tajniki tej sfery a jednocześnie zachęcić Was do odwiedzania bo w końcu jestem tu by dzielić się z Wami swoimi spostrzeżeniami i wnioskami. Pozwala mi to niewątpliwie oderwać się od szarej codzienności, zapomnieć o wszelkich dręczących mnie problemach i pokazać Wam mój kawałek świata.


Zdjęcia: Źródło


Mam nadzieję, że uda mi się doczekać kolejnej okrągłej rocznicy mojego pobytu tutaj i nic nie zniechęci mnie do zamieszczania kolejnych postów, które zachęcą Was do coraz liczniejszego odwiedzania mojego bloga.

czwartek, 24 kwietnia 2014

6 stylizacji na upalne dni

Dzisiejszy dzień był niejako przedsmakiem tego, co niebawem może nas czekać. Temperatura była tak wysoka jak niejednokrotnie ta w letnie, wakacyjne miesiące. Niemal nie można było obejść się bez okularów przeciwsłonecznych. Pojawił się wobec tego dylemat, co na siebie włożyć kiedy na zewnątrz jest tak ciepło. To tez skłoniło mnie do napisania dzisiejszego postu, w którym to chcę pokazać Wam kilka pomysłów na zestawy, idealnie sprawdzające się podczas takich upalnych dni. Zależy mi przy tym by wszystkie one były przede wszystkim wygodne i zawierały ubrania, które mnie samej się podobają  a przez to chętnie bym je włożyła. Jak wiecie nie lubię przesady ani zbytniej elegancji. Każda moja stylizacja musi więc idealnie do mnie pasować, bym czuła się w niej dobrze i by nic nie krępowało mi ruchów. Nie pozostaje mi więc nic innego jak tylko zaprosić Was do oglądania a potem do wyrażenia swojej opinii, który zestaw najbardziej przypadł Wam do gustu.

Pierwszy z zestawów jest najbardziej uniwersalny. Sprawdza się niemal w każdej sytuacji. Składa się z ciemniejszych dżinsów, czarnego topu, sztybletów i czarnej torby. Nieodzownym elementem zestawu są ciemne okulary, bez których latem trudno się obejść.


Drugi zestaw ma nieco bardziej letnie barwy. Jest to połączenie bieli, brzoskwini oraz beżu. Główną rolę w nim odgrywają spodnie, kolczyki oraz kołnierzyk biżuteryjny. Biała bluzka oraz beżowe buty i torebka nieco neutralizują zdecydowaną barwę.




Trzeci zestaw z kolei składa się z topu - bokserki oraz krótkiej bluzki z rękawkiem. Dla odmiany zamiast spodni pojawia się długa, przewiewna spódnica w jasnym, pudrowym kolorze. Do tego torebka pikowana w podobnej tonacji oraz  gumowe buciki i delikatny wisiorek. 



Czwarty zestaw jest niewątpliwie najbardziej letnim spośród wszystkich, które się tu pojawiły. Przywodzi na myśl wakacje spędzone gdzieś w nad wodą, w otoczeniu statków i żaglówek. Całość została zachowana w marynarskim stylu. Pojawiają  się typowe dla niego kolory - biel, czerwień oraz granat. Pierwszoplanową rolę niewątpliwie grają tu czerwone szorty, zestawione z pasiastą koszulką i torebką. Dopełnieniem całości jest granatowy, lekki kapelusz, okulary, naszyjnik inspirowany marynarskimi węzłami oraz buty. 


Kolejna, przedostatnia stylizacja bazuje na sukience. Uważam bowiem, że lato jest świetną okazją do sięgnięcia po nią. Tu prosta, zwyczajna sukienka z paskiem zestawiona została z  sandałkami na obcasie zachowanymi w tej samej tonacji co torebka oraz nieco odważniejszymi, wyrazistymi dodatkami. 





Ostatnia już stylizacja jest dla odmiany osadzona w typowo sportowych klimatach. Pojawiają się krótkie jeansy, szara całkiem zwyczajna koszulka, sportowe buty i torba. Do tego okulary przeciwsłoneczne w odważnych oprawkach, niewielkie kolczyki, bransoletka oraz zegarek





Wszystkie zestawy zostały wykonane w aplikacji Allani.pl. By bliżej poznać przedstawione tu ubrania wystarczy kliknąć na wybrany zestaw.

Która z nich przypadła Wam najbardziej do gustu? W którym klimacie odnajdujecie siebie? I co najbardziej zwróciło Waszą uwagę?

wtorek, 22 kwietnia 2014

Margarita Time - Goodies

Jeszcze nie tak dawno, bo zaledwie kilka dni temu dzieliłam się z Wami wybranymi przeze mnie wielkanocnymi inspiracjami. Dziś natomiast po świętach zostało jedynie wspomnienie. Tak więc i ja wracam do codzienności. 

Tym razem mam dla Was kolejną moją recenzję dotyczącą wosku Yankee Candle - Margarita Time. Jak wszystkie posiadane przeze mnie woski, ten również pochodzi ze sklepu internetowego Goodies.pl. Wosk zakwalifikowany został do linii owocowych tartaletek z serii classic. Sam zapach natomiast określony został jako: " Pyszny, orzeźwiający, bardzo letni drink, który - mimo że nie zawiera w sobie ani grama alkoholu - potrafi na długo zawrócić w głowie! Specjalna propozycja od Yankee Candle, przygotowana na zbliżające się wakacje i zamknięta w formie uroczej tarty z naturalnego, jasnego wosku. Miesza się w niej duża porcja soku wyciśniętego właśnie z limetki z odrobiną morskiej soli. Kompozycja inspirowana smakiem legendarnej, bardzo rześkiej Margarity przenosi nas w upalne tropiki. Czując ciepło rozgrzanego do czerwoności piasku pod stopami i chłodną, muskającą twarz bryzę, możemy naprawdę odpocząc i uzupełnić do maksa nadwyrężone baterie. Idealnym towarzyszem takiego letniego, egzotycznego relaksu jest aromatyczna Margarita Time - wyjątkowa tartaletka od Yankee Candle, która udowadnia, że zapachowi czarodzieje potrafią zamknąć w wosku naprawdę naturalistyczne nuty. "




Margarita jest koktajlem na bazie tequili rodem z Meksyku. Jest on łatwy i szybki w przygotowaniu, bowiem wystarczy zmieszać ze sobą w shakerze lód, tequilę, triple sec i sok cytrynowy. Mieszankę tę podaje się w płaskim, okrągłym pucharku, którego brzegi zanurzone są w soli. 


A jaka według mnie jest ta tartaletka? Pierwsze to, co rzuca się w oczy to niewątpliwie jej kolor - jasny, limonkowy i delikatny. Przywodzący na myśl nic innego jak właśnie skórkę owocu limonki. Zapach jak się więc łatwo można domyślić jest orzeźwiający i w sam raz na lato. Obecność zapachu owocu limonki, sprawia że tartaletka ta napełnia optymizmem i chęcią do działania. Idealnie sprawdza się nie tylko latem ale również jesienią i zimą kiedy to dopada nas depresja. 


Zapach ten niewątpliwie zwraca uwagę. Ja sama wyczuwam tam coś charakterystycznego jak się domyślam dla drinka o nazwie margarita. Dopiero później pojawia się aromat owocu limonki. Jest on orzeźwiający i przyjemny dla nosa. Stanowi swoiste urozmaicenie, po wszystkich innych słodkich zapachach. 

A Wy znacie ten zapach? Przypadł Wam do gustu?

sobota, 19 kwietnia 2014

Paznokciowa aktualizacja

Jakiś czas temu a dokładnie 26 lutego dzieliłam się z Wami moimi problemami dotyczącymi kruchych paznokci. Miałyście wówczas okazję przekonać się na własne oczy w jak opłakanym stanie wówczas się znajdowały a zarazem poznać kilka rad, które mogą okazać się pomocne w ich regeneracji. Wszystkie te z Was, które jak dotąd nie miały okazji przeczytać owego postu  - mogą to zrobić TUTAJ. Jednocześnie od tego czasu na blogu pojawiły się moje recenzje dotyczące kosmetyków, po jakie sięgnęłam zachęcona pozytywnymi opiniami . Wśród nich znalazł się preparat do paznokci o nazwie Regenerum oraz Kolagenowa kąpiel do skórek - BingoSpa



Tak jeszcze 26 lutego prezentowały się moje paznokcie, zanim zaczęłam ich regenerację. Były one kruche, łamliwe i niezwykle delikatne. Nawet najmniejsze działanie z mojej strony kończyło się ich uszkodzeniem. Wówczas zaczęłam swoją pielęgnację. Polegała ona początkowo na nakładaniu na płytkę paznokcia Regenerum. Zazwyczaj był to proces wielokrotnie powtarzany. Po każdym wniknięciu produktu w płytkę, lądowała na niej kolejna warstwa. Często też stosowałam go na noc, by nie tylko się nie ścierał ale przede wszystkim mógł wniknąć w płytkę i przynieść zamierzony efekt. Potem przychodziła pora na kąpiel kolagenową, która prócz dobroczynnego wpływu na paznokcie odgrywała istotną rolę w pielęgnacji skórek. Zabieg ten niezwykle pozytywnie wpływał na ich stan, przez co zyskiwały miękkość i można było je bez problemu usunąć. Co się tyczy paznokci to były one przygotowane do przyjęcia kolejnych kosmetyków i przeprowadzenia kolejnych zabiegów. Ostatnim etapem mojej pielęgnacji było nałożenie diamentowej odżywki do paznokci o której możecie przeczytać przy okazji wspomnianego przeze mnie postu na temat sposobu dbania o kruche paznokcie. Stosowałam ją przy każdej niemal okazji, dzięki czemu moje paznokcie stały się znacznie mocniejsze i jednocześnie dłuższe. Jedna warstwa świetnie sprawdza się w roli bazy pod lakier, dwie natomiast mogą go w zupełności zastąpić. Jeśli miałyście w sobie aż na tyle uporu by dotrwać do końca mojego postu w tym to właśnie miejscu możecie zobaczyć jak w chwili obecnej tj. 19 kwietnia wyglądają moje paznokcie. A więc zapraszam do oglądania...




A Wy jak dbacie o swoje paznokcie by były zdrowe i mocne? Macie jakieś sprawdzone metody? A może jesteście szczęściarami i problem łamliwych, kruchych paznokci Was nie dotyczy?

Pink Dragon Fruit - Yankee Candle

Dzisiejszy post jest kontynuacją cyklu poświęconego woskom zapachowym Yankee Candle. Tym razem chcę podzielić się z Wami moimi odczuciami na temat tartaletki o nazwie PINK DRAGON FRUIT. Co niektórzy z Was pewnie w tym miejscu zastanawiają się co się pod nią skrywa. 

Zdjęcie: Źródło

Otóż jest to owoc tropikalny zwany pitają, smoczym owocem lub truskawkową gruszką. Pochodzi z południowo - wschodniej Azji i jest odmianą kaktusa. Dojrzały owoc pokrywa miękka, jaskraworóżowa skórka z której wyrastają sztywne, zielone liście. Pod skórką znajduje się miękki miąższ o białym, żółtym lub czerwonym zabarwieniu z dużą ilością czarnych pestek. Choć wygląd owocu, wielu z nas by zachęcił to jest to jedynie połączenie kiwi z melonem. Nie ma także wyraźnego zapachu. Wspomniana tartaletka, podobnie jak wszystkie którymi dzielę się na moim blogu pochodzi ze sklepu internetowego Goodies.pl.

TU KUPISZ WOSKI YANKEE CANDLE

Tam także zapach określony został jako: '' Pitaja zakwita tylko w nocy. W dzień natomiast - kusi aromatem oryginalnych, żywo różowych owoców. To właśnie one - truskawkowe gruszki - zebrane zostały na meksykańskich wakacjach, doskonale spreparowane i zmienione w sporą ilość wonnych olejków. Esencja wprost z serca smoczego owocu trafia następnie do wnętrza wosku - aromatycznego, słodkiego, egzotycznego. Pink Dragon Fruit to zapachowy monochromatyzm w najlepszym wydaniu - długo wyczekiwana randka z meksykańską królową nocy, pachnąca aromatem truskawkowej gruszki i czarujaca minimalistyczną formą zaklętą w różowym wosku. "




Tartaletka jak można się domyślić ma zdecydowaną różową barwę, łudząco podobną do tej znajdującej się na skórce owocu. Zapach na stronie sklepu został scharakteryzowany tak, że z ciekawością niemal " pożerałam" wzrokiem każde słowo. Nie po raz pierwszy zresztą kilka słów o aromacie wosku sprawiło, że nie potrafiłam oprzeć się pokusie by po niego nie sięgnąć. Jak oceniam go jednak w praktyce? Bo jak wiecie jedne przypadają nam do gustu a inne nie. Jak było w tym przypadku? 



Wosk ten jest jednym z bardziej wyrazistych, jakie do tej pory zdarzyło mi się wąchać. Jest to swoista mieszanka słodyczy z nutką kwaskowości, zapewniająca mu nieco orzeźwienia. Mnie tartaletka ta co prawda przypadła do gustu, jednak wskazany jest umiar bowiem w nadmiarze przysparza mnie o lekki ból głowy. Gdybym miała w tym momencie, stwierdzić który aromat odpowiada mi bardziej to jestem skłonna stwierdzić że skłaniam się bardziej w stronę orzeźwienia a nie słodyczy. Ta bowiem jak dla mnie jest aż nadto przesłodzona. 

A jakie Wy macie zdanie na temat tego wosku? Miałyście okazję go poznać? Przypadł Wam do gustu?




Wesołych Świąt!


Korzystając z okazji, że Święta Wielkanocne zbliżają się wielkimi krokami pragnę wszystkim odwiedzającym mojego bloga złożyć życzenia wielu radosnych i niepowtarzalnych chwil, serdecznych spotkań rodzinnych przy świątecznym stole oraz wszelkiej pomyślności.

Źródło

piątek, 18 kwietnia 2014

Świąteczne stylizacje

Święta Wielkanocne to moment, kiedy każda z nas może ubrać się nieco inaczej niż dotychczas. Sięgamy wówczas po zestawy, których w innych okolicznościach nigdy byśmy nie włożyły bo są aż nadto eleganckie lub po prostu zmieniamy jakiś drobny detal w do tej pory noszonych stylizacjach. Jednakże dla wielu z nas jest to właśnie szczególny czas, kiedy to ważne jest by do tak banalnej rzeczy jak dobór garderoby wdarł się świąteczny klimat. Ja sama raczej stronię na co dzień od stylizacji eleganckich i potrzeba naprawdę cudu, bym przekonała się do włożenia choćby czarnej, ołówkowej spódnicy i szpilek. Jednakże uważam, że świąteczny czas jest dobrą okazją do tego by odłożyć na półkę te rzeczy, w których chodzimy zazwyczaj i sięgnąć po coś innego, odważniejszego, co niektórzy mogliby określić jako nie w naszym stylu - bo tak rzadko to nosimy. Broń Boże, nie namawiam Was tutaj do wkładania czegoś, w czym czujecie się źle bo wróży to tylko jedno - rychło nadciągającą katastrofę. To co, na siebie włożycie ma być dokładnie takie by nie tylko nie krępowało Waszych ruchów, ale też nie sprawiało że poczujecie się jak clown. Jestem przekonana, że każda z Was doskonale wie w czym nie tylko dobrze się czuje ale też w czym świetnie wygląda i ze zgromadzonych w czeluściach szafy ubrań wyczarujecie naprawdę trafione zestawy. To przekonanie a właściwie pewność nie przeszkadza mi jednak zrealizować zamiaru, z którym do Was przychodzę a mianowicie podzielić się stworzonymi przez mnie stylizacjami. Mam nadzieję, że dla niektórych z Was będą swoistą inspiracją i wykorzystacie je podczas przygotowywania zestawów na ten świąteczny czas. 

Chwile spędzone w gronie znajomych, nie są okazją do sięgania po żadne ekstrawagancje. Wówczas najlepiej jest postawić na klasykę, ożywiając ją nieco odważniejszym dodatkiem. Do szarości lub czerni, które na dobre zagościły w zimowych stylizacjach śmiało można dołączyć odważny akcent w kolorze czerwieni, zieleni lub żółci. 



Budząca się do życia przyroda stała się dla mnie inspiracją do stworzenia zestawów z kwiatowymi printami w roli głównej.
 
Święta wielkanocne to także idealna okazja do stworzenia zestawu z jednym odważnym elementem w roli głównej. W tym przypadku wybór padł na rozkloszowana spódnicę, która połączona została ze znacznie bardziej stonowanymi kolorami.
   

 Co myślicie o moich stylizacjach? Któraś wyjątkowo przypadła Wam do gustu?

Wszystkie stylizacje powstały przy użyciu aplikacji Allani.pl

By znaleźć nieco więcej informacji dotyczących pojawiających się tu ubrań wystarczy kliknąć na wybraną stylizację.

czwartek, 17 kwietnia 2014

Wielkanocne inspiracje...

Święta Wielkanocne już za pasem. Temat inspiracji wielkanocnych  chodził mi po głowie od dość dawna, jednak chciałam poczekać aż wkroczymy w tydzień poprzedzający ten czas by poczuć świąteczny klimat. Wszystkim z nas zależy by otoczyć się tym, co kojarzone jest właśnie ze Świętami Wielkanocnymi. Mnie samej trudno wyobrazić sobie je bez jajka oryginalnie zdobionego. Tak też część z moich inspiracji właśnie jego będzie dotyczyć. Wybierając je spośród całego mnóstwa dostępnych propozycji naprawdę trudno było mi się zdecydować, zwłaszcza że każda z nich była piękna na swój sposób i wykonana za pomocą różnych technik. To jakie pisanki zagoszczą na naszych świątecznych stołach zależy od naszej inwencji twórczej i umiejętności. Nie pozostaje mi teraz już nic jak pokazać Wam, te które wybrałam...

Zdjęcia: Żródło

Pisanki to jednak nie wszystko, co króluje w naszym otoczeniu podczas świąt wielkanocnych. Jako, że są to święta rodzinne, podczas których znaczną ich część spędzamy przy uroczyście zastawionym stole. Nie może wobec tego zabraknąć na nim wielkanocnej dekoracji- przypominającej w jakich to okolicznościach przy nim się spotykamy. 

Zdjęcia: Źródło

Na powyższych inspiracjach jednak nie koniec. W poszukiwaniu ciekawych pomysłów natknęłam się na całe mnóstwo interesujących propozycji. Jedną z nich w formie wielkanocnego drzewka swego czasu miałam okazję stworzyć u siebie w domu. Jako, że ta metoda bardzo przypadła mi do gustu mam dla Was kilka pomysłów. 

Zdjęcia: 123456

Ostatnią propozycją, obok której nie mogłam przejść obojętnie okazała się świąteczna dekoracja na drzwi - witająca gości już od progu. Patrząc na nie wręcz nie mogłam się oprzeć tak więc kończąc dzisiejszy świąteczny post zachęcam Was do ich obejrzenia. Kto wie może same zawiesicie taką wielkanocną ozdobę na Waszych drzwiach?

Zdjęcia: 123456

I co myślicie o moich dzisiejszych inspiracjach? Podobają się Wam? A jakie w tym roku ozdoby zagoszczą w Waszych domach?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...