poniedziałek, 27 lutego 2017

Hygge czy lagom? Który trend wybrać i wcielić w życie?

Drogie moje, w poprzednim poście pisałam Wam o książce - Hygge. Duńska sztuka szczęścia, która w minionym roku robiła furorę. Mówiła ona przede wszystkim o minimalizmie, skandynawskiej estetyce i tym, że każdy z nas może żyć według duńskiego słowa, jakim jest "hygge". Tym z Was, które jeszcze nie miały okazji się z nim spotkać powiem, że oznacza nie co innego, jak celebrowanie chwil. Jeśli mimo to nie potraficie wyobrazić sobie, co skrywają te słowa, nic prostszego. Wystarczy, że prześledzicie Instagram, na którym trend ten jest szczególnie widoczny za sprawą zdjęć z książką, kubkiem aromatycznej czekolady, blaskiem świec i wełnianym pledem. 


Fenomen tej książki zaintrygował mnie do tego stopnia, że za jednym zamachem zaopatrzyłam się w kolejną - Hygge. Klucz do szczęścia, o której zresztą już Wam wspominałam, przy okazji poprzedniego postu. Tym razem, jej autor i jednocześnie dyrektor Instytutu Badań nad Szczęściem w Kopnhadze, Meik Wiking w dużo bardziej szczegółowy sposób przybliża tematykę hygge, jednocześnie zdradzając kierunek prowadzący wprost do szczęścia. 

piątek, 24 lutego 2017

Hygge.Duńska sztuka szczęścia - Jak cieszyć się z przebłysków codzienności?

Drogie moje, w poprzednim poście pisałam Wam o tym, że w mojej przydomowej biblioteczce bardzo chętnie widziałabym dwie pozycje książkowe - Hygge. Duńska sztuka szczęścia oraz Hygge. Klucz do szczęścia. Mimo, że jeszcze wczoraj pozostawało to w fazie planów, to dziś mogę Wam powiedzieć, iż jestem już w posiadaniu ich obu. Mało tego, książkę Hygge. Duńska sztuka szczęścia zdążyłam już nawet przeczytać. A właściwie to pożarłam ją w ekspresowym tempie wczorajszego wieczoru. Druga z książek - Hygge. Klucz do szczęścia czeka jeszcze na swoją kolej. A tymczasem nadeszła pora bym mogła podzielić się z moimi wrażeniami, co do pozycji - Hygge. Duńska sztuka szczęścia. 



Jakiś czas temu zrobiło się o niej głośno. Długo biłam się z myślami, czy powinnam ją kupić, zwłaszcza, że nie jest to typowa książka, jakiej możecie się spodziewać. Ostatecznie jednak uległam. Wczoraj odnalazłam ją na sklepowej półce i dziś już mogę zdradzić Wam czy było warto. Jeśli więc podobnie jak jeszcze do niedawna ja, wahacie się czy ją kupić zapraszam Was do czytania. Zanim jednak przejdziemy dalej pozwólcie, że wyjaśnię Wam czym jest właściwie "hygge".

czwartek, 23 lutego 2017

Moi ostatni ulubieńcy

Drogie moje, choć wydawać by się mogło, że nadal powinna towarzyszyć nam zimowa aura to ta lubi płatać figle. Meteorolodzy co prawda informują o rychłym powrocie zimy, jednak to co widać za oknem przypomina zdecydowanie jesienny klimat. A skoro o nim mowa to, spróbuję przekonać Was, że tę porę roku da się lubić, o czym świadczy jeden z moich tekstów - o 6 powodach, dla których lubię jesień. 



Mam nadzieję, że będzie on dla Was takim miłym wstępem i wprowadzi w klimat posta, który przygotowałam na dzisiaj. Jesień bowiem jest takim przedsmakiem nadchodzącej zimy i pozwala nam się powoli przyzwyczaić do tego, co nieuniknione: opadów śniegu, marznącego deszczu oraz temperatur spadających poniżej zera. Przy okazji dzisiejszego posta chcę Wam opowiedzieć trochę więcej o moich ulubieńcach, którzy pomagają mi przetrwać ten zimowy czas. Jeśli więc jesteście ciekawe, co skradło moje serce i bez czego nie wyobrażam sobie codziennego funkcjonowania, zapraszam Was do czytania. 

sobota, 18 lutego 2017

Odrobina lata zimą: Zmysłowe wody toaletowe DAGMAR - Świt Pharma

Drogie moje, co prawda kilka dni minęło od ostatniego postu ale zapewniam Was, że nie próżnuję i nie ma mowy o nudzie. Czas wypełniają mi domowe i zawodowe obowiązki, oraz znacznie zwiększona aktywność, polegającą na coraz częstszych wizytach na miejskim lodowisku. Dziś wreszcie mam odrobinę spokojniejszy dzień, więc po pracy znalazłam trochę czasu by usiąść i podzielić się z Wami, kolejnymi nowościami, jakie otrzymałam do testowania od Świt Pharmy, zajmującej się produkcją i dystrybucją kosmetyków, przeznaczonych do pielęgnacji twarzy i ciała. Wykorzystuje ona wieloletnie doświadczenie i stale rozwija ofertę, jednocześnie dostarczając kosmetyki najwyższej jakości i w atrakcyjnej cenie.


Do mnie tym razem trafił najpiękniej zapakowany upominek, jaki mogłam sobie wymarzyć. W przeźroczystym celofanie, ozdobionym ogromną, zieloną kokardą znalazłam trzy opakowania wód perfumowanych w otoczeniu aromatycznych, suszonych ziół. To właśnie ta mnogość aromatów stała się inspiracją do stworzenia nowej linii zapachów DAGMAR, która jest lekka, kwiatowa a przede wszystkim niezwykle kobieca. Nowa kolekcja, którą mam ogromną przyjemność stosować na rynku pojawiła się z początkiem sierpnia i nie powstała bez powodu. Jest to bowiem ukłon w stronę historii Świt Pharmy, kiedy to w latach 80 w ofercie firmy znalazła się woda perfumowana Dagmara.

poniedziałek, 13 lutego 2017

Kakaowa aromaterapia w domowym zaciszu z masłem kakaowym (Fitomed)

Drogie moje, na zewnątrz utrzymuje się przez cały czas zimowa aura, co w konsekwencji bardzo niekorzystnie wpływa na kondycję skóry. O tej porze roku szczególnie narażona jest ona na niekorzystne działanie czynników atmosferycznych, przyczyniających się do drastycznego spadku wilgotności powietrza. Nie bez znaczenia się też wysokie temperatury w pomieszczeniach, skutkujące bardzo suchym powietrzem, odpowiedzialnym za szybką utratę wody z naskórka. O tej prze roku zatem powinnyśmy sięgać po kosmetyki, które ograniczą odwadnianie. Świetnym rozwiązaniem jest tu zatem masło kakaowe.


Znane jest ono pod łacińską nazwą Theobroma Cacao i określane mianem oleju kakaowego lub tłuszczu kakaowego, pozyskiwanego z dojrzałych nasion kakaowca. W każdym owocu znajduje się kilkadziesiąt takich drobniutkich nasionek, zanurzonych w czerwonawym miąższu. Te z kolei poddaje się pięciodniowemu procesowi fermentacji, a następnie oddziela od nich nasiona. Ziarna ponownie się fermentuje, a następnie suszy i praży. Na sam koniec są one mielone na gęstą masę i i wytłacza się z niej olej na ciepło. Powstały wówczas produkt uboczny służy do produkcji kakaowego proszku.

niedziela, 12 lutego 2017

Jak dbać o delikatną skórę pod pachami z produktami marki NIVEA?

Drogie moje, dzisiaj postanowiłam poświęcić post różnicy pomiędzy dezodorantami a antyperspirantami  oraz temu, jak wybrać odpowiedni dla siebie. Dla wielu z nas zadanie to wydaje się dość proste i nie nastręczające najmniejszych problemów. Najważniejsze jest tu to, by spełniał wyłącznie jedno zadanie, polegające na zapewnieniu ochrony przed nadmiernym poceniem przez cały dzień. Prawda jednak jest taka, że współczesnym kobietom zależy na czymś więcej. Bardzo poważnie podchodzą do spraw związanych z pielęgnacją oraz higieną, dlatego tak bardzo istotne jest by prócz funkcji pielęgnacyjnych był także delikatny dla delikatnej skóry pod pachami. Mimo, że różnica pomiędzy antyperspirantami oraz dezodorantami wydaje się być oczywista to nadal są kobiety, które nie do końca ją dostrzegają. Mam nadzieję zatem, że uda mi się nie tylko rozwiać pojawiające się wątpliwości, ale również zaprezentować Wam produkty, po które sama sięgam.


Antyperspirant zatem jest takim produktem, który zdecydowanie lepiej radzi sobie z problemem nadmiernego pocenia, działając u źródła problemu, eliminując nieprzyjemny zapach i przeciwdziałając namnażaniu się bakterii. Dezodorant z kolei nadaje skórze przyjemny zapach i maskuje problem pocenia, jednak go nie neutralizuje. Co może być dla nas nie do końca przyjemne i komfortowe. Jeszcze do niedawna pojęcia te używano zamiennie, co z czasem mogło doprowadzić do pewnego rodzaju dezorientacji. Jak zatem dobrać odpowiedni produkt do swoich potrzeb? To na co powinnyśmy zwrócić szczególną uwagę to jego skład. Najlepiej by łączyły w sobie produkty o naturalnym składzie bez zawartości aluminium, które nie tylko zapewnią ochronę przed poceniem ale także będą pielęgnować delikatną skórę pod pachami.

poniedziałek, 6 lutego 2017

Beauty Primer - zastosowanie baz AA w codziennym makijażu

Drogie moje, zakładam, że każdej z nas zależy na tym, by pięknie wyglądać. Nie bez powodu przecież sięgamy po kosmetyki do makijażu, które ten efekt mają nam zagwarantować, maskując drobne niedoskonałości i podkreślając atuty. Wiele z nas sądzi, że do uzyskania tego wystarczy naprawdę niewiele - odrobinę podkładu i pudru. Prawda jednak jest inna niż mogło by się wydawać. Podkład i puder to mało, jeśli zależy nam na tym, by cieszyć się nieskazitelnym wyglądem. Zaaplikowane bezpośrednio na skórę, nie utrzymają się na niej zbyt długo i prędzej czy później zaczną się ścierać. Trudno zresztą jest się temu dziwić, kiedy nasza skóra w ciągu dnia wydziela zarówno pot jak i łój. Jeśli zatem zależy Wam na pięknym i gładkim wyglądzie skóry, powinnyście zaopatrzyć się w bazę pod makijaż. Zazwyczaj kosmetyk ten zawiera w swoim składzie silikon, który tworzy specjalną warstwę. Pozwala ona na ukrycie rozszerzonych porów, jednocześnie nadając skórze gładkość i ułatwiając aplikację podkładu.


Jeśli dotąd nie miałyście okazji poznać tego typu kosmetyków to powiem Wam, że bazy pod makijaż nakłada się na skórę przed nałożeniem fluidu lub pudru. Dzięki nim dużo łatwiej rozprowadza się kosmetyki na skórze i znacznie dłużej się one na niej utrzymują. Dodatkową ich zaletą jest to, że nadają skórze gładkość i jedwabistość. Tak jak już wspomniałam kosmetyki tego typu produkowane są na bazie sylikonu, który stanowi popularny składnik wielu preparatów kosmetycznych i leczniczych. Mimo to nadal pokutuje przekonanie, że baza powinna być stosowana tylko na wyjątkowe okazje, bo obciąża skórę.W praktyce więc wygląda to tak, że po kosmetyk ten sięgają wizażyści a stronią od niego konsumentki. Producenci jednak dokładają wszelkich starań, by miały one przyjemną i lekką konsystencję. Bazy nowej generacji zatem nie tylko wpływają na trwałość makijażu ale też na kondycję skóry.

niedziela, 5 lutego 2017

Umilacze zimowych wieczorów

Drogie moje, jeszcze kilka dni temu można było cieszyć się ciepłymi promieniami słońca. Dziś natomiast daje się poczuć przedsmak, tego przed czym przestrzegają synoptycy. Ponoć od początku przyszłego tygodnia znowu mają wrócić siarczyste, arktyczne mrozy, których tak nie lubię. Pomyślałam zatem, że przy okazji dzisiejszego posta pokażę Wam moje zimowe umilacze, które pomagają przetrwać ten czas. Gdy za oknem jest zimno i ciemno, nic tak nie rozgrzewa i nie poprawia humoru jak kubek ciepłej herbaty. Wybór naparu mamy doprawdy różnorodny, wystarczy jedynie dostosować go do swoich potrzeb.


Spotkałam się jednak ze stwierdzeniem, że poszczególne rodzaje herbat zalecane są w zależności od pory roku. W okresie letnim najodpowiedniejsza jest zatem herbata zielona, ze względu na swoje właściwości chłodzące i orzeźwiające. Jesienią i zimą natomiast powinnyśmy sięgać po herbaty czarne lub czerwone, o silnych właściwościach rozgrzewających. Najpopularniejszym sposobem na rozgrzanie jest nic innego jak kubek gorącej herbaty z dodatkiem cytryny i miodu. To jednak nie jedyny rodzaj naparu, po który możecie sięgnąć o tej porze roku. Mam dla Was aż dwie propozycje pysznych, aromatycznych herbat. Jestem pewna, że szybko przypadną Wam do gustu i dołączą do grona ulubieńców.

piątek, 3 lutego 2017

# INSTAGRAM MIX - STYCZEŃ

Drogie moje, w błyskawicznym tempie minął nam kolejny zimowy miesiąc, jakim jest styczeń. Dla wielu z Was, szczególne znacznie ma grudzień z całą tą magiczną otoczką świąt. W tym roku u mnie też tak było. Jednak zaraz za nim szczególnym sentymentem darzę właśnie styczeń. Powód jest prosty - właśnie wtedy przypadają moje urodziny. Nie myślcie jednak, że chodzi o prezenty, których nie mogę się wręcz doczekać, dawno bowiem minęły te czasy, kiedy z niecierpliwością ich wyczekiwałam. Teraz znacznie bardziej lubię sprawiać przyjemność innym, wręczając im prezenty, choć nie ukrywam, że mnie samej też ogromną radość sprawia nawet najmniejszy drobiazg, ale dany od serca. 


Tymczasem mam dla Was comiesięczne podsumowanie w postaci instagramowego mixu, który choć po części odda klimat minionego miesiąca i pokaże to, co się u mnie działo. Nie jest ono co prawda, tak bogate, jak te które mogłyście oglądać dotychczas, nie mniej jednak mam nadzieję, że miło Wam będzie go oglądać i zatrzymacie się tu na dłuższą chwilę. Nie chcąc tracić zatem więcej czasu na wstęp zapraszam Was na moje comiesięczne podsumowanie. 

czwartek, 2 lutego 2017

Odkryj swoją kobiecość z pończochami marki Veera

Drogie moje, jeśli śledzicie od dłuższego czasu mojego bloga, z pewnością Waszej uwadze nie umknął świąteczny post, w którym pisałam o produktach marki Veera. Obiecałam Wam wówczas, że najpierw zrecenzuję dla Was rajstopy, a za jakiś czas - pończochy. Co prawda upłynęło znacznie więcej czasu niż planowałam, ale każda ze scenerii, w której chciałam Wam je pokazać nie wydawała się być wystarczająco dobra. Mam więc nadzieję, że wybaczycie mi to spóźnienie i tym chętniej o nich przeczytacie.


Dla przypomnienia tym z Was, które być może jeszcze o tym nie wiedzą, powiem że oba z produktów ( rajstopy i pończochy ) otrzymałam w ramach testów. Do wyboru miałam dwa warianty: I - rajstopy + podkolanówki oraz II - rajstopy + pończochy. O rajstopach mowa już była. Dziś tymczasem pora na moją opinię o pończochach Veera ze stopniowym uciskiem, które mają za zadanie dbać o zdrowie i piękno nóg. Pończochy, podobnie zresztą jak cała gama produktów marki Veera, zostały stworzone na miarę XXI w. z myślą o tym by sprostać wymaganiom stawianym przez współczesne kobiety.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...