LIFESTYLE - niedziela, 25 marca 2018

Świece Bispol - jednym ze sposobów na osiągnięcie szczęścia

Kilka dni temu zamiast oznak nadchodzącej wiosny i ciepłych promieni słońca, temperatury wyraźnie spadły a za oknem pojawiły się hałdy śniegu, jakich nie widziałam od samego początku zimy. I choć ta zimowa sceneria wyglądała magicznie to powiem Wam, że nie popadałam w zachwyt do tego stopnia, bym długie godziny spędzała, na oglądaniu  jej przez okno. Znacznie bardziej lubię spędzać ten czas w domu, który jest dla mnie taką wizją bezpiecznej przystani, gdzie mogę zbierać siły przed kolejnym zderzeniem z zimową rzeczywistością. I tak chcąc  czy nie chcąc po raz kolejny wróciłam do niezwykle popularnego tematu, jakim jest hygge. Pozwólcie zatem, że pokażę Wam, jak wygląda mój przepis na osiągnięcie tego stanu, nawet teraz kiedy pogoda radykalnie się zmieniła i  mimo zalegającego jeszcze śniegu daje się poczuć ciepłe, tchnienie wiosny.


Przytulny kącik tylko dla mnie

Podstawą do celebrowania przyjemnych chwil zgodnie z zasadami hygge jest dla mnie wygospodarowanie przytulnego kącika, gdzie mogłabym się im oddawać. Nie musi on być monstrualnych rozmiarów. Wystarczy, że wydzielicie sobie choćby miejsce na parapecie, układając na nim pled i miękkie poduszki. Jeśli chodzi o mnie to rola ta przypadła mojemu pokojowi, w którym czuję się najlepiej i spędzam znaczną część czasu. Jest on najlepszym dowodem na potwierdzenie słów, mówiących o tym, że mała powierzchnia wcale nie musi przywoływać klaustrofobicznych lęków. Mnie daje ona poczucie bezpieczeństwa. Jednym spojrzeniem mogę omieść cale pomieszczenie, kontrolować sytuację a przez to czuć się pewnie i odpoczywać. Nieprzypadkowo więc odświeżyłam swój pokój wprowadzając do wyposażenia szarości, dzięki którym jestem odprężona i zrelaksowana. Nie zabrakło też mnóstwa miękkich poduszek i pledu, inspirowanego stylem skandynawskim. To właśnie w takiej scenerii zazwyczaj odpoczywam. Doceniam ją szczególnie wtedy, gdy na zewnątrz szaleje śnieżna zamieć a termometry wskazują kilkanaście stopni poniżej zera. Wówczas szczelnie otulam się kocem, sączę herbaciany napar i zatracam się w lekturze.

Koce & poduszki

Skoro wspomniałam Wam tu o kocach i poduszkach to musicie wiedzieć, że prócz oczywistej dekoracyjnej roli, przypada im jeszcze kilka innych. Jeśli chodzi o koce to szczególnie doceniam je w okresie zimowym, kiedy to dają mi one przyjemne poczucie ciepła. Nie zawsze jednak sięgam po nie z tak oczywistej przyczyny, jaką jest zimno. Czasem podyktowane jest to chęcią ukrycia się przed światem i zapewnienia sobie miłych doznań.

Poduszki natomiast od zawsze kojarzą mi się przytulnymi i klimatycznymi wnętrzami, w których każda spedzona chwila staje się przyjemnością. Nie ma dla mnie większego znaczenia czy są one duże czy małe. Uwielbiam je pod każdą postacią i jestem zdania, że im jest ich wiecej tym lepiej. W moim pokoju zatem poduszek nie brakuje. Te, które mam najczęściej podkładam pod plecy, podczas czytania lub przygotowywania postów na bloga. Nie brakuje jednak i takich momentów, kiedy znużona po całym dniu po prostu na nich zasypiam.


Piękne, aromatyczne świece - Bispol

Mój przepis na hygge nie byłby jednak kompletny, gdybym pominęła w nim tak ważną kwestię, jaką jest oświetlenie. Zimą nie mogę liczyć na to, że naturalne światło towarzyszyć mi będzie przez cały dzień, dlatego też zdana jestem na oświetlenie sztuczne. Nie jest ono jednak szczytem moich marzeń. Zawiesiłam więc w pokoju długi sznur cotton ballsów i większość czasu spędzam przy przygaszonym świetle, które niestety jeszcze nie do końca spełnia moje oczekiwania. Takim dopełnieniem całości zatem stały się dla mnie świece, które ocieplają wnętrze, budują przyjemną atmosferę i otulają mnie ciepłym i migotliwym blaskiem.


Nie będzie więc pewnie dla Was zaskoczeniem, jeśli powiem że je uwielbiam. Mogłabym mieć ich całe mnóstwo, zwłaszcza, że różnią się one od tych białych, nudnych świeczek, z jakimi można było spotkać się przed laty. Współczesne nie tylko cieszą oko lecz idą o krok dalej, roztaczając wokół przeróżne, drogeryjne aromaty. Jeśli mi nie wierzycie koniecznie zobaczcie, co w swojej ofercie ma firma Bispol, której produkty obecnie cieszą się u mnie największą popularnością.

Takim moim numerem jeden wśród nich jest trójkolorowa świeca w szkle o zapachu czekolady i wiśni. Na pierwszy rzut oka wygląda ona niczym pyszny deser. Nic więc dziwnego, że takie właśnie przywołuje u mnie skojarzenie, ściśle związane z imponującym tortem szwarcwaldzkim, który w tym wydaniu na szczęście nie dostarcza ani jednej kalorii. Nie mniej jednak świeca ta działa na mnie niczym solidna porcja czekoladowego ciasta, będąc równie skutecznym lekarstwem na jesienno - zimową chandrę.


Przepiękny wygląd świecy z całą pewnością nie jest jej jedynym atutem. Tych ma ona znacznie więcej. Ustawiona na półce, jako element dekoracyjny, już wtedy roztacza wokół przyjemny aromat, którego z pełnym przekonaniem nie można określić mianem płaskiego. Od samego początku, a więc od momentu, kiedy weszłam w jej posiadanie doszukiwałam się w niej czegoś więcej, jak tylko czekolady i wiśni. Gdzieś w pierwszych nutach wyczuwam coś znacznie delikatniejszego, co mnie kojarzy się z czymś pomiędzy zapachem śmietanki i toffi. Nie utrzymuje się on jednak szczególnie długo. Już po chwili  staje się niemal niezauważalne za sprawą mocniejszych aromatów czekolady i wiśni.

Decydując się na zakup tej świecy musicie mieć świadomość, że roztacza ona swój zapach w pomieszczeniu, jeszcze zanim zostanie zapalona. Z całą pewnością nie jest on tak intensywny, jak można by przypuszczać. Prawdziwa eksplozja następuje w momencie, gdy wosk zaczyna się topić. Mieszają się wówczas ze sobą wszystkie ze wspomnianych już aromatów, wypełniając wnętrze i sprawiając, że nabiera ono przytulności i ciepła. Zapach jednak nie jest duszący i nawet po kilku godzinach, nie mam wrażenia gęstego powietrza, które można byłoby kroić nożem. Nie wywołuje bólu głowy, ani nie sprawia, że staje się ospała. Zamiast tego daje mi potężnego kopa pozytywnej energii i mnóstwo chęci do działania, a zgodnie z tym, co obiecuje producent mogę się nim cieszyć nawet do 32 godzin, tak długo ile wynosi czas palenia świecy.

Koszt jej zakupu uzależniony jest od rodzaju sklepu. Ceny wahają się w granicach od ok. 6 złotych do nawet 12 złotych.



Ta piękna, trójkolorowa świeca nie jest jednak jedyną, jaką posiadam.  Firma Bispol bowiem ma niezwykle bogatą ofertę. Jest więc w czym wybierać. W zależności od rodzaju, pakowane są one po kilka lub kilkanaście sztuk. Mają przepiękne, żywe kolory, które nie tylko cieszą oko, ale mogą stanowić element dekoracji, jednocześnie roztaczając piękny zapach. Uprzedzam Was jednak, że ten ostatni potrafi zaskakiwać, czemu za chwilę dam najlepszy dowód.

Obecnie jestem w posiadaniu tzw. tealightów o zapachu truskawki, owoców leśnych, lawendy, zielonej herbaty i róży. Jeszcze do niedawna z pełnym przekonaniem powiedziałabym, że niektóre z nich jak chociażby lawenda czy róża, za nic w świecie nie wkupią się  w moje łaski. A tymczasem spotkała mnie prawdziwa niespodzianka, o czym przeczytacie już za chwilę.

Spośród tych kilku wariantów zapachowych moimi zdecydowanymi faworytami zostały dwa z nich - zielona herbata i lawenda. Tym, co na pierwszy rzut oka przyciągnęło moją uwagę, jest z całą pewnością ich kolor. Tealighty o zapachu zielonej herbaty mają piękną, zieloną barwę przez co, idealnie nadają się na ten czas, kiedy to wszystko budzi się do życia. Już oczami wyobraźni widzę je, jako element dekoracji wielkanocnego stołu. Lawendowe świeczki z kolei, które dostępne są w fioletowym kolorze o trzech stopniach intensywności, dają jeszcze szersze pole do popisu, jeśli chodzi o wykorzystywanie ich w przeróżnych kompozycjach. Wygląd i energetyzujący kolor to  nie wszystko. Największe wrażenie zrobił na mnie ich zapach, który był bardzo wyrazisty, jeszcze zanim zdążyłam rozpalić świeczki. Rozprzestrzenił się jednak dopiero, kiedy wosk się rozgrzał i stał się płynną, barwną cieczą. Obawiałam się, że może stać się on tak wyrazisty, że aż trudny do zniesienia. Tymczasem wszystko zostało tak idealnie skomponowane, że zapach a i owszem wypełnia wnętrze ale nie jest przytłaczający. Obie świeczki, a więc zarówno zielona herbata jak i lawenda pachną dokładnie tak, jak lubię. Po świeżych, czasem nawet słodkich akcentach pojawia się coś, co do złudzenia przypomina mi aromat męskich perfum, któremu nie potrafię się oprzeć.

Nie zawsze jednak mam ochotę na takie klimaty, o których pisałam Wam powyżej. Czasem dla odmiany potrzebuję prawdziwego owocowego orzeźwienia. Wówczas sięgam po świeczki o zapachu truskawek albo owoców leśnych, które bez względu na panującą porę roku, dają mi posmak lata. Wypełniają pomieszczenia słodkim a zarazem orzeźwiającym, owocowym aromatem, dzięki czemu stają się one przytulniejsze i ciepłe, a ja czuję się tak jakby moją skórę muskały wakacyjne promienie słońca.

Musicie jednak wiedzieć, że chyba jak każdy mam też takie zapachy, których po prostu nie lubię. Jednych z nich jest aromat  kwiatu róży. I o ile z naturalnym, pochodzącym z kwitnących kwiatów nie mam większego problemu, to z wszelkim innymi w postaci świec, olejków już tak. Dość sceptycznie więc podchodziłam do świeczki o tym zapachu i nieprzypadkowo zostawiłam ją sobie na koniec. Okazuje się jednak, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Świeca o zapachu różanym mile mnie zaskoczyła. Subtelnie podziałała na moje zmysły i chyba nawet sprawiła, że pierwszy raz spojrzałam na ten zapach z innej perspektywy. Nie był on bowiem duszący i mdły, jakiego się spodziewałam. Momentami przypominał mi nawet zapach kwiatów, które oplatały pergolę, tuż przy domu mojej Babci, będąc swoistym powrotem do wspomnień.


Rozgrzewające napoje

Kiedy na zewnątrz jest zimno i nieprzyjemnie o niczym tak nie marzę, jak o jakimś pysznym, rozgrzewającym napoju. W ciągu dnia zazwyczaj nie mam zbyt wiele wolnego czasu, który mogłabym poświęcić na przygotowanie oryginalnych i wyszukanych propozycji. Najczęściej więc sięgam po kubek aromatycznej herbaty z dodatkiem pachnące cytryny, bo ją najszybciej mogę sobie przygotować. Przyrządzanie innych, nieco bardziej pracochłonnych napojów pozostawiam sobie na te dni, kiedy nigdzie się nie spieszę. Zazwyczaj rezerwuję sobie czas na to wieczorami. Wówczas mogę nie tylko przygotować sobie aromatyczne kakao lub pyszną czekoladę, by potem delektować się ich smakiem. Musicie jednak wiedzieć, że nie zawsze smakują tak wyjątkowo. Szczególnie doceniam je, gdy krążą w moim krwiobiegu, podczas gdy ulubiona książka spoczywa na kolanach a wokół roznosi się aromat świec.


Kubek do zadań specjalnych

Wszystkie te aromatyczne napoje, o których Wam tu wspomniałam zasługują na to, by celebrować moment delektowania się nimi. Z pewnością więc nikogo z Was nie zdziwi to, że ogromną wagę przywiązuję do tego, z czego je pije. Zaopatrzyłam się w kilka uroczych kubeczków i zmieniam je w zależności od pory roku. Jestem przekonana, że bez nich te napoje nie smakowały by tak dobrze i zatraciły by tę swoją magiczną moc hygg,e która pozwala mi dostrzegać drobne przyjemności i się z nich cieszyć.


Ciekawe lektury  

Takie zwieńczenie dzisiejszego postu, bez którego uważałabym go za niekompletny stanowią książki. Uwielbiam je i nie wyobrażam sobie bez nich życia. Jestem bowiem typem osoby, która czyta wszędzie i wszystko, co wpadnie mi w ręce. Gdybym zatem pominęła książki, przy okazji tego posta z całą pewnością czułabym niedosyt, zwłaszcza że w pewnym stopniu to one ukształtowały mnie taką, jaką jestem. Towarzyszyły mi od wczesnego dzieciństwa, kiedy to jeszcze czytała mi Babcia. Potem, gdy już nauczyłam się czytać role się odwróciły a ja z biegiem lat pochłaniałam coraz większe ilości opasłych tomów, namiętnie wdychając zapach farby drukarskiej i słuchając szelestu, przewracanych stron.

A jak wygląda Wasz idealny przepis na osiągnięcie hygge? Pokrywa się z tym, co znajduje się w moim? A może macie coś takiego, co powinnam koniecznie wypróbować? Chętnie poznam Wasze propozycje. 

  1. Lubię zapachy tej firmy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świeczki są świetne :) Zawsze poprawiają mi nastój :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam ich zapachy :)
    Zapraszam na nowy post 😘
    http://www.stylishmegg.pl/2018/03/karmelowy-trench-i-winylowe-spodnie.html?m=1

    OdpowiedzUsuń
  4. muszą ładnie pachnieć :)
    ja też lubię takie wieczory, gdy mam chwilę tylko dla siebie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem ☺ja jestem pod wrażeniem czekolady & wiśni, lawendy oraz zielonej herbaty. To moi zdecydowani faworyci.

      Usuń
  5. U mnie zimą podobnie, świece, książki, koc i gorąca herbata lub czekolada:)
    Bardzo lubię świece z tej firmy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać nie jesteśmy w tym osamotnione. ☺mamy tu znaczenie więcej zwolenniczek takiego spędzania czasu.

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Trzeba im przyznać, że wprowadzają niepowtarzalny klimat ☺

      Usuń
  7. Na mnie najbardziej działają koce i książki :D

    OdpowiedzUsuń
  8. mi wystarczy gorąca herbatka i kocyk :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Znam i lubię świece Bispol :) przepiękne zdjęcia :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Aż zamarzył mi się wieczór z kocykiem, swieczkami i dobrą książką... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak podziałał ten post ☺

      Usuń
  11. Uwielbiam wylegiwać się pod miękkim kocem :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie świece niesamowicie odprężają

    OdpowiedzUsuń
  13. uwielbiam takie pachnące umilacze :) szczególnie w sytuacjch takich jak opisałaś- zima, śniega a ja pod kocykiem z herbatką :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Koce i poduszki i nic mi więcej do szczęścia nie potrzeba :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Lovely post dear! Have a great weekend! xx

    OdpowiedzUsuń
  16. I love how cozy this is,
    nice tips :)

    take a look at my BLOG and also INSTAGRAM

    OdpowiedzUsuń
  17. Przypomniałaś mi że gdzieś mam takie świece! tzn.te malutkie :) Muszę wyszperać i zapalić :)
    Piękne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Także lubię się tak relaksować ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Zdrowych i szczęśliwych Świąt Wielkanocnych spędzonych w gronie najbliższych, przepełnionych miłością i dużą dawką uśmiechu :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Miałam kiedyś te świece tj. podgrzewacze :). Miło wspominam, jeśli się na nie gdzieś natknę to pewnie się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  21. Rozgrzewające napoje to podstawa ^^

    OdpowiedzUsuń
  22. Bardzo lubię świeczki mam ich pełno :D
    Odpowiedziałam na Twój komentarz u mnie na blogu - zapraszam <3

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie pozostawione na moim blogu komentarze :)